mafej x-Ventures

2010.07.30-2.08 - Tatry SK

Na 3 dniowy weekend wybieramy się w Tatry Zachodnie po stronie Słowackiej. Tym razem skupiamy się na trekingu z noclegiem w schronisku. Jasio pierwszy raz w życiu będzie spał w górskiej chacie :). Po forsujących wyprawach pojedziemy na baseny do Tatralandi :))). Jedziemy camperem z Ciociami i Wujkami.

--------------------------------------------------------------------------------------------------

2010.07.23-25 - Podlasie

W sobotę był upał, więc dzień spędziliśmy na plaży nad Bugiem. W niedzielę o 6 rano wybrałem się na explorację dzikiej puszczy koło Białoruskiej granicy. Była jazda po drodze, która nie istniała, przedzieranie się przez bagna a to wszystko bez śniadania... Ostatecznie po 80km dotarłem do cywilizacji, ale wycieczka wyjątkowa. Tutaj znajdziesz opis trasy.

2010.07.16-18 - Wizytacja w Sarnówku

Tropiki na Pojezierzu Iławskim były niespotykane. Żar lał się z nieba do tego stopnia, że w sobotę pół dnia przesiedzieliśmy w wodzie, która miała chyba 28C. Pod wieczór pojechaliśmy rowerami w okolice Siemian odwiedzić resztę brygady. Jasio jeździł elektrycznym quadem - ale była zabawa mówił jak już wracaliśmy rowerami w stronę Sarnówka. Wieczorem udało nam się zaliczyć krókie dysko-błysko :), ale towarzystwo coś opornie się bawiło... Niedziela okazała się dużo chłodniejsza (22C) zamiast (34C) w sobotę. Poza tym padało do 10 rano. Wracając próbowaliśmy ominąć remont drogi w Iławie, ale chyba nic nie zyskaliśmy i ostatecznie na 20 byliśmy w domu.

2010.07.09-11 - MTB Weekend - Szlakiem Jagodowym

Można opisać ten weekend w jednym zdaniu - "Nic się nie kleiło a wyszła super wyprawa". Początkowo był problem z transportem - ostatecznie jechaliśmy w dwa auta. Następnie ukręciłem Krzyśkowi śrubę od mocowania dumpera eliminując go z jazdy na Borówkową Horę. Później na zjeździe z Borówkowej zaliczyłem wywrotkę. Sitar wpadł na mnie :) - szczęśliwie, mimo prędkości koło 30km/h nic nam się nie stało bo lądowanie było w trawie. W Lądku zgubiłem śrubę od zawieszenia, ale na szczęście lokalny serwis mnie poratował. Potem jeszcze na zjeździe z Czarnej Góry złapałem gumę i nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie fakt że jechałem ostatni a nie miałem pompki ani zasięgu w telefonie. Skończyło się 2 km spacerem w dół :). Po tych pechowych wydarzeniach dalej było już wszystko super. Trasa wspaniała, urozmaicona z racji upału bardzo wymagająca. Pierwszego dnia jechaliśmy głównie pod góre :) Dlatego ponad 60km zabrało nam 5h jazdy. Drugi dzień to już super szybka jazda w dużej części po szutrówkach i asfaltach. Warto też wspomnieć o noclegu w chacie Paprsek :) - serdecznie polecamy. Standard jak na schronisko - wypas. Piwo doskonałe no i ten basen z widokiem na pół Czech - bezcenne :). Dzięki super brygadzie i do następnego MTB weekendu może w sierpniu.

2010.07.03-04 - Warmia kemping

W końcu pojechaliśmy we dwójkę. O 21 byliśmy w Swaderkach. Rozbiliśmy namiot nad jeziorem i zdążyliśmy jeszcze na zachód słońca. Następnego dnia rano wybraliśmy się na rowerze do skansenu w Olsztynku. W Olsztynku byłem wiele razy, ale nigdy nie zwiedzałem głównej atrakcji miasteczka. Skansen robi naprawdę spore wrażenie. Jest to chyba największy tego typu obiekt w Polsce. Jasio bardzo polubił zwiedzanie starych chałup. Uczył się też (5min) sztuki tkactwa. Po obiadku wróciliśmy na pole namiotowe i wyruszyliśmy do Frau Alicji do Jęcznika. Jak zwykle zostaliśmy przyjęci z otwartymi ramionami. Wieczorem była degustacja wysokoprocentowych napojów :). W niedzielę już o 10 dojechaliśmy do Krutyni. Wypożyczyliśmy kajak i wybraliśmy się w 3h spływ. Jasiowi bardzo się podobało. Początkowo siedział przerażony, ale po godzinie się już oswoił i moczył sobie rączki, albo kija w wodzie. Dwa razy zatrzymaliśmy się na kąpiel - i to była super atrakcja. Jasiek ma piankę i dzięki temu nie ma obaw, że przemarznie. Wracając do domu wspólnie oddaliśmy głos w miejscowości Goworowo. Za 3 tygodnie kolejny wypad pod namiot.

2010.06.26 - Impreza rocznicowa

Impreza pomimo licznych zawirowan bardzo udana. Dzieki wszystkim za przybycie! Poprawiny soon:))

2010.06.11-13 - Bałtów Camper Trip

Wyjątkowy okazał się ten weekend. Muszę przyznać, że jak ostatni raz w Bałtowie byłem 5 lat temu to było tam jedynie "ściernisko" a teraz jest "San Francisco" :)). Dla dzieciaków pełno atrakcji. Sam Park Jurajski w gruncie rzeczy wcale nie powala na kolana, ale już wycieczka amerykańskim school busem do górnego zwierzyńca pozwala przenieść się w inny świat. Podróżując po szutrowej drodze między dzikimi zwierzakami można poczuć się przez chwilę jakby się było na afrykańskim stepie ;). Inną ciekawą atrakcją jest spływ tratwami po Kamienicy. Ogólnie Bałtów bardzo się zmienił, z małej spokojnej wioski stał się centrum rozrywki, ale bez wielkiej komercji. Wystarczy odjechać 500metrów od centrum a już przeniesiesz się do nietkniętej krainy ciszy i spokoju. Będziesz mógł się cieszyć pięknym krajobrazem. Okoliczne szlaki idealnie nadają się na rower czy na spacer. Dzięki Andrzejowi za znalezienie sympatycznej agro-bazy i za spędzenie fajnego weekendu. Pozdrowienia dla całej rodzinki.

2010.06.02-06.06 Trzciel

Lepiej późno niż wcale.... Ostatecznie wybraliśmy się w 3 rodziny do agroturystyki koło TRzciela-Rancho Colorado . My Kamperem reszta z przygodami osobówkami :). Miejsce okazało się idealne dla dzieci. Plac zabaw, piaskownica, króliki, kozy, konie, osły, psy, koty. Cała inwentarz :). Dodatkową atrakcją było dużo dzieciaków jakie zjechały się do gospodarstwa na cztery dni. Jasiek szalał od rana do wieczora bez przerwy na spanie. Julek podobnie. Basia na razie nie szalała, ale się chłopakom bacznie przyglądała. Pierwszego dnia pojechaliśmy poznać uroki Pszczewskiego Parku Krajobrazowego. Bardzo ciekawe miejsce. Muszę przyznać, że piekny krajobraz urozmaicony jeziorkami i wydmami bardzo mi się spodobał. Drugiego dnia wybraliśmy się na MRU (Międzyrzecki Rejon Umocnień). To największy system umocnień na świecie. Plątanina korytarzy 30m pod ziemią naprawdę robi duuuuże wrażenie. Chłopaki byli lekko przerażeni, ale po chwili już się przyzwyczaili i nawet Jasiowi się podobało bieganie z latarką po bunkrach. W sobotę wybraliśmy się z Michałem na rowerze do Zielonej Góry, gdzie reszta wycieczki dotarła autami. Wyprawa bardzo ciekawa pod kątem krajoznawczym - w tych regionach nie bywamy często. Oto trasa naszego przejazdu-rekord życiowy Michała. W niedzielę byliśmy jeszcze w Pszczewie zwiedzić muzemu pszczelarstwa. Na koniec bardzo udanego wyjazdu wybraliśmy się na obiad do Villa Toscana. Pieknego domu położonego pośród łąk. Szefem kuchni jest tu włoch i trzeba przyznać, że gotować umie doskonale :). Podróż powrotna 400km zajeła nam 6h.

2010.05.29 - Dymno - Nieporęt

Chętnych za wielu to nie było a szkoda bo pogoda była idealna a trasa przepiękna. Przez 125km wydawało się, że jesteśmy gdzieś w innym świecie a nie na Mazowszu i to 40km od Warszawy. Przyznam, że kondycyjnie było to spore wyzwanie. W końcu 7,5h pedałowania non stop to nie przelewki. Jak doliczymy do tego 1,15h postoju na jedzenie i orientację mapy to mamy czas Sitara i Mój. Wydaje się, że dużo, ale zważywszy na teren i zaliczenie 30pkt. kontrolnych to chyba super - 11miejsce w generalce 10 w swojej kategorii. Startujących około 70 zawodników. Dzięki Sitar za super współpracę! Napieramy na Bike Orient!

2010.05.07-05.25 - Corsica Camper Trip

Od samego początku wszystko było na wariackich papierach. Po pierwsze urlop nie był planowany w tym terminie więc w pracy było podwójnie dużo roboty, poza tym camper nie był przygotowany do sezonu. Ostatecznie w piątek po południu udało nam się wyjechać z tym, że nie mieliśmy ciepłej wody w aucie (awaria dyszy gazu nie została usunięta). Dziękujemy bardzo Dziadkowi Józkowi za wielkie zaangażowanie i pomoc przy pracach Kamperowych. Mamy już szczelny dach, naprawione wycieraczki, nową szybę w alkowie i polakierowane podszybie, maskę i nadkola. Nie wspomnę już o zespawanym bojlerze... Startujemy z planem dojechania do Wiednia. O 3:30 jesteśmy już w stolicy Austrii. Śpimy na parkingu na wzgórzach przy dzielnicy willowej zaledwie 6km od centrum. Obok nas kilka kamperów. Rano jedziemy na rowerową wyprawę rodzinną. Jasio w foteliku z Magdą a Juls ze mną w przyczepce. Trzeba przyznać, że ścieżki w Wiedniu są super przygotowane i jedzie się po ładnych terenach z dala od głównych ulic. Po 40min jesteśmy w centrum. Krótkie zwiedzanie i nad Dunaj. Tu spokojnie chłopaki mogą się pobawić na nowoczesnych placach zabaw. Siestę obiadową wykorzystujemy na przejazd w okolice Graz (200km). Po drodze pojawia się problem techniczny - co jakiś czas miga kontrolka temp. silnika. Później okazuje się, że styki czujnika nie kontaktowały, ale na wszelki wypadek dolewam płynu. Po południu zwiedzamy klasztor w małej wiosce koło Graz. Jasio zalicza tam swój 1 downhill na hotwalk. Rozpędzony wypada z zakrętu i ląduje w krzakach, mimo że podrapany ma szeroki uśmiech na buzi - odkrył właśnie czym jest szybka jazda ścieżką górską na rowerze! Wieczorem jemy kolację przyrządzoną przez Mamuśkę i o 22 wyruszamy w stronę Włoch. O 1 w nocy parkujemy na parkingu nad samym jeziorem koło Tolmezzo (k. Udine) Rano spacerujemy dookoła jeziora, następnie jedziemy do Tolmezzo na zwiedzanie i lunch. Okazuje się, że zaraz siesta więc wszystko już pozamykane, ale udaje nam się zjeść panini i wypić latte. Miasteczko nie jest jakieś wyjątkowo ciekawe więc koło 14 ruszamy dalej. O 18 jesteśmy już za Bolognią. Idziemy na spacerek po miasteczku Sasso Marconi. Co ciekawe spotykamy automat do sprzedaży świeżego mleka - Jasio ma atrakcję do przetestowania a Tata pyszne mleko na śniadanie. W lokalnej pizzerii jemy kolację - pycha i koło 22 wyruszamy dalej. Na nocleg docieramy już do Toskanii. Śpimy w urokliwym miasteczku Montecastello. Rano robimy krótkie zwiedzanko i śpieszymy już do portu (40km). Prom jest gigantyczny na pokładzie sporo atrakcji dla dzieci więc 4h podróż szybko mija. Ok. 18 wjeżdżamy na Korsykę! Robimy zakupy na kolację i jedziemy na kemping na przylądek Cap Corse. Droga kręta jak diabeł, ale kamperek śmiga jak szalony. Wieczorem chłopaki śpią a my możemy odsapnąć na kempingu sącząc winko i gapiąc się w gwiazdy. Rano niestety zamiast błękitu nieba mamy regularny deszcz... Mimo tego o 7 rano siedzę już na sidle i dziarsko pedałuję w stronę gór. Po 10km podjazdu okazuje się, że droga którą mam w GPS nie istnieje.... Deszcz leje jak z cebra jest +11C - trochę trudno w to uwierzyć przecież jesteśmy na wyspie na środku morza Śródziemnego... Po 25km trafiam do piekarni. O 9 jestem w kamperze - chłopaki właśnie wstali. Na śniadanie bagietki, fromage śmierdziel i dżem figowy :))) mniam. O 10 przestaje padać i idziemy na wycieczkę po okolicznych starych wioskach. Szlak pieszy jest bardzo ciekawy - odwiedzamy młyn z XVII wieku, stary most i kilka innych atrakcji. Ponieważ raz świeci słońce a raz pada deszcz to jest stosunkowo ciepło, ale bardzo mokro. Po południu jedziemy do St.Florent. Mamy 50km do przejechania, ale podróżujemy 2,5h! Taką drogą jeszcze nie jechałem - prostego odcinka nie było w ogóle. DO tego szerokość drogi jak ścieżki rowerowej - z prawej przepaść 200-300m do morza z lewej dwa razy tyle w górę. Coś nieprawdopodobnego. Prędkość średnia naszego bubu dom to 15km/h :) Magduśka nie chciała robić zdjęć bo słabo jej się robiło.... Na szczęście nakręciłem krótki filmik... soon na stronę wrzucę. DOcieramy do St.Florent, gdzie spędzamy 2 dni. To tu zlało nas na poważnie. Kamperek stał w wielkiej kałuży za kostki. Jadąc na jedną z wycieczek rowerowych z chłopakami musimy zawrócić bo droga jest zalana :). Poza tym miejscowość bardzo sympatyczna, ślicznie położona. Mieszkają tu artyści, którzy malują chętnie turystów. Po dwóch dniach zmiennej pogody nareszcie słońce - przemieszczamy się do Clavi. Po drodze mijamy piękne wybrzeże z kolorem morza jak z bajki. W tle widać cały czas te niesamowite góry. Jak tylko pogoda się ustabilizuje musimy je zaliczyć. W Clavi pogoda idealna - plażowa. Korzystamy i pół dnia spędzamy na piasku - Juls jest zachwycony, Jasiek też. Dalej jedziemy do Galerii. Odbywamy super wycieczkę rowerową dolinką. Kolejny nocleg na dziko na plaży koło Porto. Okolica jest znana na całej Korsyce z pięknych stromych skał wpadających wprost do morza. Ja rano zwiedzam miejscowość Ota i kanion Spelunca. Wypasior. Ponieważ pogoda jest nadal słaba - wieje i co jakiś czas pada to decydujemy się na przejazd na południe wyspy. Trasa choć tylko 200km zajmuje 5h, ale za to wieczorem zamieszkujemy już koło Porto Vecchio na super lux kempingu. Mogłaby to być mekka windsurfingu bo wieje chyba 7 :) a miejsce jest w zatoce więc fale nie są duże. Kolejnego dnia wybraliśmy się na mega lody - takich jeszcze nie jadłem :) Jasiek jak zobaczył wielki puchar z truskawkami to aż mu się oczy zaświeciły. Cała rodzina posiliła się na tyle wielkim przysmakiem, że lunch był już nie potrzebny. Stare miasto jest bardzo urokliwe. Piękne są stare mury miejskie. Przedostatni nocleg spędziliśmy w dolinie Restonica. Miejsce jest wpisane na listę Światowego Dziedzictwa Natury Unesco. Dolina ma 20km długości i pnie się do góry z wysokości 300 na 1700m. Miejscami jest szeroka, ale w wielu miejscach tworzy prawie kanion. W górze widać najwyższe szczyty Korsyki dochodzące do 2800m. Wyjątkowe wrażenie tworzy też piękna roślinność porastająca zbocza. Głównie są to sosnowe lasy i specyficzne mchy. Nocleg spędziliśmy na jedynym kempingu w dolinie. Wieczorem poszliśmy na spacer, rano ja z Jaśkiem pojechaliśmy na wyrypę rowerowo - pieszą a Mag z Juls zeszli spacerem 10km do Corte - stolicy Korsyki. Muszę przyznać, że chyba nigdy nie wykończyłem się trasą długości 10km. Jasiek w foteliku trochę waży i przy nachyleniu 10% było naprawdę bardzo ciężko. Otuchy dodawał mi Jasiek - Tata dasz radę, oraz kierowcy aut które nas mijały. Po zdobyciu schroniska zostawiliśmy rower i poszliśmy pieszo 1,5h do jeziorek. Jasio świetnie dawał sobie radę na skalistej ścieżce. Zjechaliśmy do Corte, wsiedliśmy do auta i po 1,5h byliśmy już nad morzem - piękna pogoda zachęciła nas do korzystania z super basenu :). Rankiem następnego dnia byliśmy już w porcie. Pomachaliśmy Korsyce i popłynęliśmy do Toskanii. Toskania to jedna z najbardziej znanych krain turystycznych na Świecie. Trzeba przyznać, że powodzenie jakim się cieszy jest w pełni uzasadnione. Piękne krajobrazy (idealne na rower i piesze wędrówki) do tego śliczne miasteczka i zamki. Warto też wspomnieć o winie to tu produkuje się Chianti. Właśnie w miasteczku Castelina in Chianti i okolicach spędziliśmy 3 dni. Zwiedziliśmy też Sienę, zliczyliśmy kilka miejscowych lodziarni, kilka wycieczek rowerowych i spacerów. Wracając już do Polski autostradą koło Wenecji słońce prażyło strasznie mocno. Na niebie nie było chmurki i dlatego postanowiłem, wpaść jeszcze na 1 dzień do Chorwacji. Strzał okazał się w dziesiątkę. Chłopaki zachwyceni zabawą na skałach, Tata zadowolony z tras rowerowych na Istrii a Mama opalaniem. Niestety czas biegnie nieubłaganie i w niedzielę wieczorem pojechaliśmy w stronę Polski. Krótka przerwa koło Puchberg i wycieczka w góry. Julek pierwszy raz w życiu jechał tu wyciągiem krzesełkowym. Na koniec zabrakło nam na jednym podjeździe ropy, ale kamperek tylko się trochę zakrztusił ... DO stacji benzynowej było 5km ale w dół więc udało się bez akcji ratunkowej. Szczęśliwi i wypoczęci mimo 4600km pokonanych naszym autem dotarliśmy do stolicy we wtorek w nocy. Polecamy Korsykę - piękną dziką wyspę. Wrócimy tam na pewno na szlak pieszy GR-20.

2010.05.01-05.03 - Bory Tucholskie

Takich zwrotów akcji nie mieliśmy chyba nigdy. Początkowo planowaliśmy wypad z Sitarami do Karpacza, ale 3 dni przed wyjazdem Julek dostał gorączki. Okazało się, że to 3-dniówka więc nic poważnego, ale z gorączką nie można maluszka ciągnąć na drugi koniec Polski. Zamiast Karpacza powstał plan - Bałtów, Sandomierz, Lasy Janowskie. Wyjechać mieliśmy w sobotę rano camperem. Szykujemy auto, a tu nagle okazuje się, że leci gdzieś woda z okolic bojlera... Pan Urlich nie był na tyle dokładny, żeby powiedzieć mi o drugim zaworze spustowym z instalacji wodnej.... efekt zamarznięta woda rozsadziła spaw na górnym denku bojlera. Po wymontowaniu uszkodzonej części mieliśmy dwie opcje - jazda osobowym + kwatera, jazda camperem z zimną wodą.... Wybraliśmy 1 opcję. Ponieważ prognozy były złe dla Świętokrzyskiego to zmieniliśmy kierunek i pojechaliśmy w Bory Tucholskie. Mieliśmy sporo szczęścia bo trafiliśmy na argoturystykę "Stare Dworzysko" Do tego poznaliśmy bardzo miłych ludzi i już pierwszego wieczoru była "pełna integracja". W niedzielę wybraliśmy się na pierwszą w historii rodzinną wycieczkę rowerową. Jasio jechał w nowym foteliku a Julek podróżował w przyczepce. Chłopakom i Mamuśce bardzo się podobało. Przejechaliśmy 40km w przy pięknej słonecznej pogodzie. Wieczorem wyszliśmy na wioskę na przelans z Jasiem na jego Hotwalku. Mały cwaniak dogina, aż się kurzy.... Zresztą zobaczcie sami - film.

2010.04.10-11 - Odyseja wiosenna - Olkusz

Zawody zostały skrócone. Rywalizacja zakończyła się w sobotę. Ukończyliśmy rajd na 11 miejscu. To w naszej historii najlepszy wynik. Szkoda że okoliczności zupełnie nie sprzyjają radości z osiągniętego rezultatu.

2010.03.19-29 - St.Anton/Leogang

Wczoraj nad ranem wróciliśmy z najdłuższego w historii moich organizacji wyjazdu narciarskiego. 10 dni jeździliśmy na nartach. 8 w Arlbergu, 1 w Kaprun i 1 w Saalbach-Leogang. Wyjeżdżaliśmy z nastawieniem na mega powder, szczególnie, że w ostatnich latach zawsze mieliśmy super śnieg. Tym razem pogoda postanowiła, że powderu nie będzie. Na nic też zdały się ostatnie 2 dniowe opady. Mimo, że było 20cm świeżego śniegu to jednak nie da się tego porównać do tego co było w Zermatt last year.... Jeśli jednak spojrzymy na inne czynniki oprócz powderu, które też wpływają na udany wyjazd, to wszystko było w porządku. Kwatera super lux, słońce, otwarte wszystkie trasy, fajna atmosfera i jeszcze te wieczorne biegówki. Szczególnie trasa biegowa w Lech pozostanie na długo w mojej pamięci. Piękne widoki, idealne przygotowanie i jeszcze to, że sponsoruje ją Mercedes-Benz :) Czego mi zabrakło na tym wyjeździe oprócz powderu? Chyba apreski... no może oprócz dwóch spacerów po deptaku z winkiem ;) może za rok się uda nam nadrobić braki tegoroczne. Z pewnością ciśnienie wszyscy będą mieli do "n-tej" potegi :)) Do zobaczenia. Tymczasem zapraszam na sezon bike - który wystartował ostro z kopyta. Pierwszy wyjazd 9 kwietnia.
Zdjęcia Mafeja
Filmiki
Zdjęcia Krisa
Zdjęcia z 2008 roku

2010.03.05-07 - Zakopane

Ostatecznie tylko weekend spędziliśmy w Zakopanem i okolicach. Pogoda była zimowa. Padał przelotnie śnieg, co jakiś czas pojawiało się marcowe słońce. Jasio miał tym razem kompankę podróży. Była z nami Betka z Julką. No i oczywiście nie zabrakło Gruszy i Maleńkiej, którzy gościli nas w luksusowym apartamencie :). Dobrze, że dzieciaki nie dokonały zniszczeń.... W sobotę odwiedziliśmy też Paulę na obozie w Gilczarowie. Jasio zaliczył swój 1 slalom narciarski. Tata troche pomagał, ale dużą część trasy dał sobie sam radę mój mały narciarz :). W niedzielę wybraliśmy się na spacer pod Krokwię. Julka ma dopiero 2 latka a mimo to zjechała raz z górki :).Dziękujemy Gruszniakom za gościnę a Betce za szamę i wypas auto podróżne.

2010.02 - Magduśka i Juls w Z.E.A.

Magduśka z Julsem spędzili 12 ekscytujących dni w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Głównym celem podróży były odwiedziny Cioci Asi, ale wrażeń było co nie miara :) Zapraszamy do galerii zdjęć i na blog - relację z podróży.

2010.02.19-21 - Classic Ski Trip Kampinos

Jak już mam wolne i dzieciaki oba poza domem to staram się wykorzystać każdą wolną chwilę. W sobotę i w niedzielę ponad 6h jeździłem na biegówkach po Kampinosie. Pierwszego dnia śnieg był mokry i wolny, ale w niedzielę było naprawdę wypas. Lekki mrozek trzymał cały dzień i jechało się naprawdę szybko... Szczególnie zjazdy trzymały w napięciu :)))

2010.02 Warszawa

Zima w Warszawie zasługuje w tym roku na dokumentację. Ja szczerze mówiąc takiej zimy na Mazowszu nie pamiętam! Korzystajmy póki jeszcze jest biały śnieg a nie błocko!

2010.02 Piteralba Obóz Sport21

Dwutygodniowy pobyt w Pietralbie był dla mnie wyjątkowym przeżyciem. Po pierwsze miałem sześcio-letnią przerwę jako instruktor narciarstwa, po drugie był to pierwszy obóz na jaki zabrałem Jaśka! Wszystko jednak wyszło doskonale. Dostałem wspaniałą grupę rodziców, którzy byli bardzo pozytywnie nastawieni do narciarstwa. Aż miło było patrzeć na zapał i chęć do nauki jaki przejawiali. Myślę, że po 10 dniach wspólnej jazdy postępy w nauce widać i dalej będziecie się uczyć tego wspaniałego sportu.... Dzięki też Pauli i wszystkim trenerom za wytrwałość i mnóstwo energii, to były dla mnie naprawdę wspaniałe dwa tygodnie. Jako obozowy fotograf dokumentowałem codzienne życie obozowe. Po zgraniu wszystkich zdjęć okazało się że jest ich 1705. Chwilę zajmie mi wybranie tych najciekawszych. Na razie zupełnie przypadkowe są już w galerii, która każdego dnia będzie się zmieniać. Jeszcze raz dzięki za wyjazd i do zobaczenia. Mafej

2010.01.22-23 - Classic Ski Trip

Plan był prosty ale ostatecznie zmodyfikowany. W piątek po pracy spotykamy się z Sis i Mikołajem w lasku na Bemowie. Mikołaj miał biegówki pierwszys raz na nogach. Mróz -16C ciemno i 3 szaleńców przez 2,5h jeździło po lesie. Potem grzane piwko i spać. Rano wystartowaliśmy z Truskawia i zrobiliśmy piekną trasę - 18km. Super słońce dodawało energii i troszeczkę ogrzewało. Na obiad byliśmy już w domu. Wieczorem szaleliśmy u Mr. na urodzinach! Dzięki za weekend i zapraszam na Classic Ski Tour 19 lutego.

2010.01 - Kletno

Jak zwykle na wyjeździe z Mafejem atrakcji nie brakowało :))) Najpierw chłopaki trochę pobłądzili i zwiedzili całą kotlinę Kłodzką zanim dotarli na kwaterę. Ostatecznie o 3:10 nad ranem zameldowali się w Kletnie-Jacek, Konrad i Marcin. Nocny przyjazd nie przeszkodził w porannym wstawaniu i na pierwszą gondolę praktycznie zdążyliśmy. Poźniej w sobotę przed zamknięciem wyciągów zawiśliśmy na krzesełku przez ponad 30min z powodu awarii prądu. Do domu w Kletnie wracałem z Jackiem przez las - freeride. 6km zjazd po dziewiczym śniegu wart był wcześniejszego kilometrowego spaceru w śniegu po kolana. Końcówka była już po ciemku co dodawało pikanterii całej wyprawie :) Jacek zaklinował się pod konarem a ja wpadłem w dziurę po przewróconym drzewie :)) YEA. Wieczorem graliśmy w Brydża i piliśmy duuużo wina. Rano Jacek chyba jeszcze w pełni wypoczęty nie był bo nie zauważył metrowej zaspy..... Efekty zobaczcie sami tu. Powrót do Wawy w niedzielę wieczorem też z przygodami - przepalone obie żarówki świateł mijania w Volvo bardzo utrudniały jazdę. Ostatecznie jechaliśmy na długich przy maksymalnym opuszczeniu lamp. Dzięki za wspólny wypad i liczę na kolejne na początku marca!

2010.01 - Zima w Warszawie i Kampinosie

Taką zimę bardzo lubie!!! Keep snowing!

2009.12.25 Podsumowanie sezonu rowerowego 2009

Mimo tego, że cyfry na to nie wskazują był to udany sezon. Wciąż mam przed oczami alpejskie trasy, szafirowe jeziora Bertesgaden, czy single track do Głuszycy. Dziękuję wszystkim za cierpliwość i zpał jaki towarzyszł Wam przy wspólnych wyprawach. Więcej o podsumowaniu sezonu znajdziecie tu.

2009.12.26-3.01.2010 - Zachełmie

Osiem dni spędziliśmy w Zachełmiu. Mieszkaliśmy w pieknym domu - "Wiśniowy Sad" gościli nas przemili gospodarze. Wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie aura - śniegu było jak na lekarstwo. W Jakuszycach udało nam się pojeździć trochę na biegówkach, ale oprócz tego to głównie spacery. Dodatkowo chłopaki się nam pochorowali i 5 dni spędziliśmy na czatach przy chorych dzieciakach. No cóż nie każdy wyjazd jest w 100% udany. Na pocieszenie fajnie się bawiliśmy w sylwestra. Dziękuję całej ekipie za wspólny czas. Do zobaczenia w nowym 2010 roku!