2006.05 Banica - Beskid Niski
Termin: 04.05-07.05.2006
Uczestnicy: Siora
Karp
Mafej
To był wyjazd!!! Totalne
odcięcie od rzeczywistości. Cudowny dom, super atmosfera. Tylko my, góry,
słońce i epic J. Już pierwszy
wieczór przy świetle księżyca i browarze zapowiadał extra
wyjazd. Rano śniadanie, które będę pamiętał długo. Hotele 4* w Stuttgart wymiękają! Wypas jajcówka, bakłażan z czosnkiem – mniam. Pierwsza wyprawa
jadę z Karp, Sis pisze swoje artykuły. Zasuwamy w dół
doliny piękna szutrówka 12km, później wspinaczka na
przełęcz po łąkach i już jesteśmy na granicy. Kupujemy studencką – obowiązkowy
punkt programu i na azymut przy granicy zjazd do sytnej Słowackiej wiochy.
Teraz długo szosą i po 20km wracamy do Polski. Tu u nas jakoś dużo ładniej.
Teraz fragment doliny Wołowca. Widzę, że Karp sił ma dużo, więc wydłużam
wycieczkę. Robimy większy łuk i na 17 docieramy do domu. Czeka wypas szamunek no i schłodzone browary J. Wieczorem spacerek po okolicy. W sumie nie ma tu nic
oprócz jeleni, saren, wilków i niedźwiedzi, ale chyba o to chodziło. Ba nawet
zasięgu nie ma J
to prawdziwa pustelnia. Rano śniadanko znów wypaśne J szczególnie, że na tarasie w pełnym wiosennym
słońcu. Dziś razem jedziemy we 3. Zalew Klimontowski
dookoła- to hasło na dziś. Idzie średnio wybieram trudne technicznie ścieżki.
Często stajemy, bo Sis to nie jest taka grzeczna jak
Karp. Stawia się okoniem… no cóż nauczyła się przez te 28lat ze mna grać w kotka i myszkę. Jestem grzeczny i po 50km
sugeruję Karpiowi (opadającemu z sił) i Sis, krótszy
i łatwiejszy powrót do domu. Sam daję w palnik i ciągnę trasą z TransCarpatii pod prąd. Potem przejeżdżam całą doline Wołowca. Jest to
najpiękniejsza dolina okolicy. Cała opuszczona przez Łemków
podczas akcji Wisła. Zostały tylko kapliczki…. Miejsce naprawdę robi wrażenie.
Po drodze spotykam cwaniaczków Warszawskich Rav4, którzy myślą, że da radę
przejechać całą dolinę… są w błędzie. Strome urwisko i przejazd przez potok
kończą ich przygodę w dolinie. Dalej da radę tylko EPIC J. W sumie wyszło 77km pięknej trasy.
Ostatni dzień. Plan jest
ostry – dojazd do Krynicy wjazd na Jaworzynę i downhill
do Nowego Sącza skąd odbiera nas SIS. Pogoda nie jest idealna, ale nie pada.
Jedziemy pokonując kolejne pasma. Karp ostro daje. Gubimy drogę i jest pushing na azymut przez dziki las. W końcu po 40min
docieramy do przełęczy. Teraz super zjazd do Izb. Kilka razy pokonujemy potoki,
błoto, szutr extra. Dojazd
do Gondolki to już zaciśnięte zęby. Karp mnie zadziwia. Życzyłbym sobie mieć
taką kondycję za 30 lat. Na szczycie wciągamy, co nieco i z burzą „na plecach”
ciągniemy pięknym XC na Łabowską. Jest 17:30 a my
jeszcze w górach. 13 Km zjazdu powyżej 40km/h !!! YEA było warto, co za
szaleńcze tempo. Zabijam chyba ze 200 komarów J. Na dole czeka już Sis.
Było 82km na szafie.
Wspaniały wyjazd wcale nie
taki zdominowany przez rowery jak się wydaje. Był czas na spacer, na piwo i na
pogadanie, bo to przecież o to głównie chodziło. Dzięki i do zobaczenia na
jesieni Karpiu. Mam już kolejny plan.
Karpik