|
|
Przed kilkoma godzinami wróciliśmy wprost na święta z nart, które jeszcze długo będą nam się śniły. 4 dni spędzone przed sezonem na fantastycznie przygotowanych stokach, na których szaleliśmy od 8:30 do 16:30.
Oprócz nas było naprawdę mało ludzi....tak mało, że nie było problemu, żeby o 16:00 ostatni zjazd był zjazdem po porannym ratraku!!!
Pełen odlot.
Mieliśmy farta- trafić w takim okresie kiedy jest wszystko otwarte a na trasie tylko Ty i gładź!
Nowe narty sprawdzone - Carve extra, trzymanie krawędzi bez wątpienia MAX! Jazda off piste-marzenie!
No poprostu wypas. To było jedno z najlepszych sezon openingów EVER! Mam nadzieję, że w lutym będzie powtórka w St.Anton am Arlberg ....
Dzięki Piterowi, Krzyśkowi Czubkowi i Sister za super wyjazd. Zapraszam do oglądania zdjęć - robią wrażenie.
Właśnie wczoraj wieczorem dotarliśmy do domu. Urlop od początku do końca spędziłem z Jaśkiem i Magduśką. Nie przejechałem na rowerze ani km. Oj starzeje się każdy sobie pomyśli.... ale jednak ja jestem innego zdania ;).
Ale zacznijmy od początku... Wtorek 20:00 Sis odstawia nas na Okęciu skąd lecimy do Madrytu. Po lądowaniu melduję się w miejscu wypożyczenia aut (byłem umówiony) niestety Hiszpanom zachciało się spać i o 24 już nikogo nie było.
No to ładnie -2 wielkie torby, wózek, łóżeczko podróżne fotelik no i Honz a do hotelu 5km. Okazało się, że na terminalu nr4 (7km od naszego jest czynny oddział EuropCar).
Wsiadamy po 30min. w autobus którym dostajemy się na właściwy terminal. Odbieramy Fiata Bravo (new model) 1.9 multijet 120KM - naprawdę wypas z dodatkową opłatą za overhours 40EUR!Śmigamy do hotelu-za 40EUR.
Rano jak wszyscy idą do pracy my już pijemy kawę w centrum Madrytu. Dostajemy mandacik za parkowanie ponad limit 2h - 40EUR więc opuszczamy stolicę i o 17 meldujemy się w Portugali w górach Sierra d'Estrella. Bardzo sympatyczne miasteczko-Guarda i pyszna kolacja!
2 dzień spacerujemy po górkach i zwiedzamy kilka okolicznych wiosek-pogoda drut 23C i sun! Wieczorem meldujemy się w Porto na Campingu nad Oceanem!Porto to miasto mega syfiaskie ale ma niesamowitą atmosferę mało komercyjną co akurat nam się bardzo podoba. Wieczorem nawet niezła imprezka - wypijamy flaszę spacjału-Porto!
3 dzień zwiedzamy Porto i okolice. 4 dnia wyruszamy na południe, jedziemy nacjonalką, ale też testujemy autostrady do nikąd. Poczciwa fiacinka zamyka 220 bez większego problemu ;)
Wieczorem po spacerze w Fatimie lądujemy w Lisbonie. Jazda po starówce autem to prawdziwe wyzwanie- Magda zamyka oczy a ja mieszczę się w uliczki na grubość przysłowiowej ... żylety ;).
Mieszkamy w Pensao pod samym zamkiem. Widok z okien zapiera dech wpiersiach. Planowaliśmy zostać dwie noce, ale nacieliśmy się na kolacji i postanawiamy po południu next day wyjechać.
Lisbona jest fantastyczna-piękna starówka, tramwaje jeżdżące po stromiznach jak kolejka na Gubałówkę, ludzie przesiadujący w knajpach i rozmawiający o polityce po prostu kwintesencja Portugalii.
Wieczorem wyjeżdżamy nad algarve, gdzie mimo 350km jedzie się 2:20h- puste autostrady!
Nad morzem mamy apartman, w którym Jasio ostro ćwiczy stawanie i zaczyna mu już naprawdę nieźle wychodzić.
Zwiedzamy 1/2 wybrzeża. Plaże są wspaniałe, morze też tylko ta mega komercja mnie dobija. Jeśli patrzysz w stronę oceanu jest super, ale jak się odwrócisz widzisz Ursynów...
Drugiego dnia zwiedzamy Tavirę i płyniemy na super wyspę Ila de tavira, która jest nie tknięta przez przemysł turystyczny! Tu naprawdę czuję się jak na wakacjach!!! Honz moczy swoje kopyta w Oceanie!
Wieczorem przejeżdżamy do Spain do Parku Narodowego Ptaków pomiędzy Sevillą a Huelva. Bardzo ładna okolica i jedyne w Europie miasto jakie widziałem gdzie nie ma asfaltu! Po prostu tak jak na dzikim zachodzie wszystkie ulice są piaskowe-wrażenie extra!
Sewilla to plan na następny dzień. Jest gorąco 27C a oboje nie czujemy się za dobrze więc zwiedzamy po łebkach. Wieczorem nocujemy koło Gibraltaru. Piękne Andaluzyjskie krajobrazy i wybrzeże bez hoteli-oh yea.
No dobra czas zdobyć Punta de Europa! Jedziemy na Gibraltar- co za magiczne miejsce-Honz jest zachwycony! Next target - Nordkap!
Po południu zwiedzamy Rondę a nocleg mamy już w Granadzie! Ranek spędzamy w Alhambrze-super miejsce obowiązkowy punkt programu!
Wieczorem jedziemy na nacleg do Toledo. Śpimy fantastycznej rezydencji z widokiem na miasto! Hotel Almazara
Rano doznajemy niestey cięzkiego szoku temperaturowego. Przyzwyczajeni do temperatur 20-25C nagle jest -1C!!! Brrr czuć, że wakację się kończą. Toledo robi super wrażenie. Miasto jest w zakolu rzeki wybudowane na skałach. Starówka jest wielkości jak 3 razy Krakowska!
Po środku stoi ogromna katedra, która góruje nad miastem. Naprawdę extra. Wieczorem jedziemy do Madrytu, mamy zarezerwowany nocleg w Hostelu. Na miejscu okazuje się, że właśnie odbywa się tu demonstracja anty faszystowska. Wjeżdżamy autem nie świadomie w sam środek-nie jest zbyt ciekawie, ale udaj nam się wydostać.
Pan w Hostelu jest zupełnie dziwny robi problem i nie chce nam dac wrzątku do mleka dla Honza. Wykrzykuje, że tego nie obejmuje rezerwacja. Dodatkowo pokój miałbyć z łazienką a prysznic to taki TOITOI wstawiony do pokoju. Poprostu jakiś odpał. Pomimo straty 50EUR wynosimy się z tamtąd i nocujemy koło lotniska.
Rano wracamy do domu. Wyjazd był naprawdę extra, gdyby nie pare niemiłych przygód to już wogóle byłoby perfekt. Mi trochę brakowało natury, ale to specyfika klimatu uniemożliwia prowadzenie takich aktywności jak w środkowej europie. Żałuję, że nie widziałem Sierra Nevada ale tam to jeszcze pojadę.
A teraz trzeba zacząć myśleć o nartach bo śnieg już jest :))))
Trzy dni pieknej pogody i wyczerpujacych wycieczek, wieczorne kapiele i imprezy z duzo iloscia piwa :) - zobaczcie sami.
Wakacje MagMafejowej familii
Od 31.10 do 19.11 rodzinka MagMafejów jest na urlopie. Najpierw 5 dni spędzimy w górach na Słowacji a następnie 12 dni będziemy na wycieczce objazdowej po Portugalii i Andaluzji.
Wrócimy mam nadzieję zadowoleni i szczęśliwi z bagażem doświadczeń i wspomnień. Z pewnością będzie też obszerna relacja i galeria foto! Pozdrawiamy
Koniec sezonu rowerowego 2007 Niedziela 28.10
Zapraszam na wycieczkę kończącą sezon rowerowy 2007. PKP do Pilawy (pociąg pośpieszny z Bydgoszczy do Lublina) o godzinie 9:05 Zachodni 9:15 Centralny 9:23 Wschodni. Przyjazd do Pilawy 10:10.
Przejazd trasą przez lasy Łaskarzewskie następnie Góra Kalwaria-Czersk. Powrót PKP z Czachówka lub na bike. Cała trasa do PKP Czachówek ok.75km do Wawy 100km.
Do zo w pociągu!
Zapraszam na 4-5 dniowy weekend na Slovacji. Jedziemy tym razem bez rowerów! W planach wycieczki piesze górskie, baseny termalne, zwiedzanie zamków i jaskiń, lance w miasteczkach!
Wyjazd 31.10 po południu powrót w niedzielę 4.11. Mieszkać będziemy w niezależnym domku położonym w małej miejscowości Turcianskie Teplice-link w tytule.
Koszt noclegów to około 37,3zł/noc a przejazdu 60zł.
Odyseja Niepołomicka za nami. Na starcie staneły 3 ekipy mafej x-Ventures. Organizator zapowiadał pierwszego dnia 100km. Już na starcie usłyszeliśmy, że minimum będzie 115km.
Pierwsze 60km wytyczone było po Puszczy, gdzie na szerokich szutrówkach żadko liczniki wskazywały mniej niż 30km/h. Po 2h miałem już 55km na liczniku.
Myślałem, że w takim tempie za 3h będziemy na mecie... nic bardziej mylnego. Wyjechaliśmy z Puszczy Niepołomickiej i wjechaliśmy na Pogórze Wiślickie. Teraz jechaliśmy już tylko w górę lub w dół w trudnym terenie.
Po około 100km nadal do mety daleko. Piotrek stwierdził, że ma już dość i tak zostałem z Albertem i Kubą. W trakcie rozmawialiśmy też z Siorą i Zbyszkiem, którzy startowali na trasie krótkiej - miało być 40km a wyszło 85km! No to już nie małe przegięcie!
O 18:00 zameldowaliśmy się na mecie 1 etapu po 146km i 9h jazdy (7:30h samej jazdy).
To był naprawdę jeden z trudniejszych wyścigów.
Rano w niedzielę trzeba było wstać i startować w drugim etapie. Albert z Kubą od razu powiedzieli, że ich tyłki już do niczego się nie nadają.
Piotrek jak usłyszał, że zamiast 80km ma być 100km też odpuścił. Mała zamianka w teamach i pojechałem ze Zbyszkiem. No ktoś musi ukończyć ten rajd do psiej trawki.
Pierwsze 20km nie należało do najprzyjemniejszych, ale potem się rozkręciłem. Czasami się rozstawaliśmy ze Zbychem, żeby bidak nie musiał zdobywać każdej górki. Ja dzielnie zaliczałem wszystkie punkty kontrolne.
Szło nam nawet nieżle - momentami byłem w pierwszej dwudziestce. Ostatecznie na mecie wylądowaliśmy koło 14:30 po 105km.
Miejsce 36 na około 100 zapisanych to nie jest zła lokata. Ogólnie było fajnie, ale poprzednia Odyseja w Kotlinie Kłodzkiej zdecydowanie bardziej mi się podobała.
Zobaczymy co za rok wymyśli Pan Roman z Compassu...
Dzięki wszystkim za wyjazd szczególnie dziękuję Zbyniowi za super wytrwałość i hard ducha!
Wyniki na stronie organizatora.
Mafej
To był naprawdę udany weekend z wieloma przygodami. Najpierw falstart na Wileńskim - nie udało nam się wsiąść do pociągu z powodu tłumu ludzi.
Następnie nocna 12km jazda przy oberwaniu chmury. Potem mecz w ping-ponga w Broku.
Dalej było coraz fajniej. Pogoda dopisała i mokre rzeczy suszyliśmy na sakwach. Krzyś był w dobrym nastroju bo żarcia nie brakowało.
I tak w sobotę po południu po 120km dotarliśmy do Mierzwic. Magduśka pilotowała nas na ostatnich km.
W niedzielę chłopcy zjedli Bycze jaja na śniadanie za 8zł!!! i poszliśmy na grzyby. Honzik zwiedził Bug koło Mierzwic.
Potem pojechaliśmy na 50km wycieczkę do Grabarki. Wszyscy koledzy zachwyceni okolicą i mam nadzieję, że częściej tu będziecie wpadać.
Wieczorem jeszcze kombinowana podróż do domu - dzięki Zbyniu i Maleńki za pomoc.
Do zoo na Odyseji.
W ostatnią sobotę bawiliśmy się na super weselisku Betki i Bartka. Impreza była na całego. Podjazd S-ką, Mr. Czyż był świadkiem=driverem.
Klara i Betka z brzuszkami w różnych rozmiarach. Na weselu starzy znajomi z wydziału - oczywiście Prof.Nowak, ale też Pani Skrzypczak i Pan Bielecki oraz Pan Ryć.
Wesoło było. Pozdrawiamy i dziękujemy za super organizację i pyszne jedzenie.
Weekend 14-16.09 dzięki uprzejmości Gruszniaków spędzilismy w Pierkunowie koło Giżycka. Honzik wraz ze swym kolegą Olafem (3tyg.różnicy) zabiegali o względy wójków i Cioć.
Pogoda była raczej późno zimowa ale nie przeszkodziło to mi i Maleńkiemu w wycieczce rowerowej.
Po 3h w ulewnym deszczu i przy temp.7C oraz silnym wietrze dotarliśmy do Gordejek, gdzie uratowali nas Michał Barżykowski i Zbynio.
Dostaliśmy gorący pyszny obiad i korzystaliśmy do woli z prysznica.
Jako zadość uczynienie obraliśmy 10kg grzybów jakie rano zebrał Michał. Wieczorem już odpoczywaliśmy przy kominku i ogrzewaliśmy
zmarznięte nogi.
Weekend spędziliśmy na melanżu na działce Piotrka. Wiejskie klimaty, piękna okolica pełna suchych sosnowych lasów i wrzosowisk. Jazda rowerem wymagała dobrej kondycji, ale po zaprawie górskiej mocy nie brakowało.
Wieczorkiem poszliśmy do najbliższego sklepu (2km) gdzie Honzik pierwszy raz w swoim życiu skosztował zacnego trunku ;)
Dziękujemy Cioci Izie za wspaniałą opiekę nad Jasiem a Cioci Ani za wyjątkowo dobre specjały jakimi nas raczyła!:)
Do następnego wyjazdu na Odyseję!
BIG FISH - Łeba przesuniete na listopad
Helo, w listopadzie jedziemy na długo planowany wyjazd.... na łowy.:)
Sprawa jest prosta. Start - piątek godzina 17-18. Przyjeżdżamy do Łeby wieczorem. 4 rano w sobotę wsiadamy na wynajęty kuter, na którym jest już sprzęt dla każdego i płyniemy w siną dal. Łapiemy ryby mniej więcej do południa.
Hope nie będzie sztormu... bo po 6 godzina na morzu nikt nie spojrzy na jedzenie ;) Wracamy na ląd robimy obiad z tego co złapaliśmy i w niedzielę wieczorem meldujemy się w Warszawie.
Ponieważ kuter trzeba wcześniej rezerwować, dlatego na ten wyjazd obowiązuje zaliczka.
Koszt rejsu wynosi 150zł i tyle proszę wpłacić na moje konto do 10 września.
Pozostałe koszty to przejazd ok.60zł/osoba i noclegi też około 60zł.
Zapraszam to jest naprawdę super przygoda!
To był naprawdę HARD-CORE weekend. Pierwszy nocleg w domu wypoczynkowym na przełęczy Kubalonka-super widok na całą dolinę.
Rano o 9 w sobotę już jedziemy w dół. Niestety na 1km Piter łapie kapcia. Szybka naprawa i downhill w pełni. 5km ja zaliczam glebę i szlifuję po glinie z kamieniami :(.
Na szczęscie kończy się na potłuczeniach i obtarciach. Zjazd do Jablunkowa wymiana kasy i pod górę. Przejeżdzamy całe pasmo Beskidów Czesko-Morawskich, aż do Chaty Kminek.
To jest 50km granią po granicy CZ/SK. Super ścieżka prawie cała przejezdna na bike!
Zdecydowanie RATING 5*!!! Polecamy. Chata kminek też pełen wypas. O 17 pijemy piwo kąpiąc się w basenie i podziwiając panoramę gór.
Za 22zł takiego noclegu w takim miejscu jeszcze nigdy nie miałem. Jesteśmy naprawdę zmęczeni i już o 21 idziemy spać.
Niedziela zaczyna się od fantastycznego zjazdu do Makova. Potem miało być łatwo, ale okazało się, że pokonanie 5 grani żeby wrócić do PL było jeszcze większym wyzwaniem niż jazda granią.
W końcu po 141km (2 dni) kończy się weekend MTB w Istebnej. Super jazda i super atmosfera.
Dzięki za wyjazd! Na koniec sezonu zrobimy podobną wyprawę!
Mafej
Zapraszam na weekend-MTB w Czeskich Beskidach! Startujemy z Wisły (nocleg zarezerwowany 20zł) i jedziemy całe pasmo przez Czechy na zachód w okolice Makova. Spimy w schronisku Kminek na Słowacji (przy samej granicy z CZ-nocleg zarezerwowany 190SK).
W niedzielę albo wrócimy rowerami robiąc pętlę, albo zjedziemy do Żyliny. Jedziemy z małymi plecakami, gdzie mamy zapasową koszulkę i majty oraz najbardziej potrzebne kosmetyki.
Cała trasa będzie mieć około 150km. Wyjazd w piątek po pracy- Scenic(Zbych,Krzys, Kuba + rower Alberta); 307(Ja, Piotrek, Maleńki, Albert)17:00-Merc, powrót w niedzielę koło 21-22.
Koszty ok.100zl bez jedzenia.
Długi weekend spędziliśmy w dworku agro na wyspie Wolin. Piękny dom w standardzie, o który nikt by mnie nie podejrzewał. Okolica cicha i spokojna.
Piękne nadmorskie plaże wolne od tłumu turystów. Tak można w skrócie opisać wyjazd. A jeszcze jedno był to pierwszy weekend 307 z nami. Mam nadzieję, że będzie nam służyć przynajmniej tak dobrze jak Octavka.
Już od pierwszego dnia sporo się działo. W środę koło południa dotarł do nas Albert i w ten sposób było nas razem 9 osób - Magda, Siora, Krzyś, Kuba, Zbych, Honzik, Magda2, Albert i Ja.
Każdy na początku marzył chyba o morzu więc ruszyliśmy na plaże jak szaleni. Chwila relaksu się przydała. Wieczorem piwko z komarami pod domem.
Drugi dzień to wycieczka rowerowa do Świnoujścia. Nie wiem jak to miasto ukrywało się przede mną przez 30 lat.... ale zostało zdobyte na dwóch kołach.
Wieczorem jeszcze niezapomniana chłodna kąpiel przy zachodzącym słońcu.
Piątek znów plażowanie połączone z grą w piłkę. Siatkówka szła nam średnio, ale i tak 21 zagrywek nie jest najgorszym wynikiem.
Część młodzierzowa naszej wyprawy uderzyła na disco i lance do Międzyzdrojów. My zostaliśmy z Honzikiem.
Jasio ogólnie bardzo polubił polskie morze. Patrzył się na falę z wielkim zaciekawieniem.... hmmm marynarz będzie z niego?
Sobota to poranny rowerek po okolicznych lasach i wzgórzach (jak w górach) niektóre szlaki są naprawdę - super!
Cały dzień natomiast spędziliśmy na spacerze po wyspie Uznam do kurortu Ahlbeck- lans 1 klasa, a po drodze FKK :) (średnia wieku 50 lat :(
W niedzielę objechaliśmy Dziwne dookoła, przejeżdżając w ten sposób 75km. Do zachodu słońca ostatnie grzanie na plaży i powrót wieczorno/nocny.
Albert dzięki za prowadzenie na trasie do Wawy!
Podsumowując zdecydowanie polecam Wolin a różnica w czasie dojazdu z Wawy w stosunku do Gdańska i okolic nie jest wcale taka duża.
My jechaliśmy 8 a wracaliśmy 7h.
11 Sierpnia byliśmy na doskonałym weselu naszej Siostry. Państwu Młodym gratulujemy! Rodzicom dziękujemy za super organizację i wspaniałą zabawę.
Teraz czekamy na kolejną siostrę ;)
MagMaf ma już 5 miesięcy. Czasami robi wrażenie, że doskonale rozumie co się do niego mówi. Siadać jeszcze nie umie ale ma za to dwa pierwsze ząbki!!!
Po powrocie ze szpitala dostał dwa razy coś innego niż Maminki milkbar czyli mleko w proszku. Był bardzo zdziwiony.
Teraz szykuje się do wakacji nad morze dla odmiany. W ten sposób mały Jaś będzie miał zaliczone Karpaty, Sudety, Mazury i Bałtyk!
Rośnie prawdziwy podróżnik!
Ponieważ Jasio dopiero co wrócił do zdrowia to rezygnujemy z wyjazdu do Estonii. Prawdopodobnie we wrześniu pojedziemy do Bułgarii.
Ale to na razie plan. Co do najbliższego długiego (5dniowego weekendu) to zapraszamy na wyspę Wolin.
Wyjazd we wtorek po południu. Powrót w niedzielę wieczorem. W planie długie spacery nad morzem, spływ kajakowy i wycieczki rowerowe.
Zamieszkamy kilka kilometrów od morza, żeby nie wpaść w tłum turystów.
Zapraszamy (Mafej, Magda, Honzik, Kris, Kuba, Zbych)
Zapraszam do oglądania zdjęć ze szpitala na Litewskiej. Oprócz Honzika jego dwie koleżanki - Lena i Klaudia - fajne laski ;)
Wczoraj - 7.8.2007 był jednym z szybszych rowerowych wtorków :) Przejechaliśmy 101km ze średnia 22,1km/h. Złapaliśmy 2 kapcie, ale mimo to było extra.
Super skład - Grusza, Piter, Alber (tylko 10km) i Ja. Trasa wiodła przez Kampinos, Nowy Dwór, Chotomów Tarcho do Wawy.
Oto 2 zdjęcia z trasy :) Zapraszamy na rowerowe wtorki :)
Honzik w domu
Kuracja antybiotykowa zakończona. Jasio w domu. Bardzo się cieszymy bo mimo tego, że w szpitalu było naprawdę sympatycznie
to dawka stresu i ciągłego biegania nas wszystkich już wykończyła. Teraz leczenie zapobiegawcze a w październiku badanie kontrolne.
Dziękujemy wszystkim którzy wspierali nas na duchu w tych trudnych chwilach.
Teraz mam nadzieję, że uda nam się wyjechać na wymarzony odpoczynek, ale to zależy od decyzji lekarzy.
W niedzielę znalazłem chwilę na oderwanie się i zrobiliśmy z Albertem sympatyczną trasę po Jurze. Polecamy na 1-2 dniowe bikowanie!
Można powiedzieć - góry w zasięgu ręki.
Honzik w szpitalu :( ale będzie zdrowy :)
Z powodu choroby Honzika w Gorce nie jedziemy. Co do Estonii jeszcze nie wiadomo.
Jaś czuje się dobrze, ale ma dosyć poważną chorobę-zapalenie układu moczowego.
Musimy minimum 10 dni spędzić w szpitalu na Litweskiej i przyjmować antybiotyk :(.
Dopiero po zakończeniu kuracji zrobimy dokłdne badania, które określą czy zapalenie było spowodowane zanikjącą z wiekiem wadą (refluks moczowodu) czy zakażeniem zewnętrznym.
W zależności od wyniku albo będzie leczony dalej (już nie antybiotykiem) do około 1roku, lub skończy się na tych 10 dniach(w przypadku zakażenia zewnętrznego).
Pozdrowienia z Litewskiej
Tydzień czasu Jaś z Mamuśką spędzili w Sarnakach na Podlasiu u Babci. W środę po pracy wsiadłem na Majesty i pojechałem odwiedzić rodzinkę.
Jazda na skuterze w letnią pogodę była doskonała. W 1:50min byłem już na miejscu.
Poszliśmy na zachód słońca nad Bug i razem wykompaliśmy Jasia. Rano o 6:30 wyruszyłem w drogę powrotną.
Przed Warszawą objechałem wszystkie korki i na 8:30 byłem w pracy - nie ma jak jednoślad!
W niedzielę wrociliśmy do domu - to była ostatnia dłuższa trasa Octavki, którą przejechaliśmy w 3 lata i 10 miesięcy 150 000km.
Szkoda tak dobrego wozu, ale trzeba iść z duchem czasu.
Nie wiem czy wiecie, że nasz kolega Albert w dniach 14-21.07 przejechał na rowerze fantastyczną trasę z Bielska do Ustrzyk.
Ale to jeszcze nic. Przejechał ją sam z pełnym ekwipunkiem na plecach. Albert jak dla mnie zasługujesz na miano prawdziwego Kozojebcy!
BRAVO.
Tak wyglądała wyprawa w szczegółach:
1. BB-Potok - okolice Węgierskiej Górki (namiot na dziko przy potoku)
2. Węgierska Górka - okolice Zawoi (opuszczone pole biwakowe)
3. Zawoja - Okolice Rabki (namiot na dziko przy potoku)
4. Rabka (wysyłka namiotu)-Gorc-Zalew Czorsztyński-Pienieny niebieskim szlakiem -
Krościenko nad dunajcem (kwatera)
5. Krościenko - Krynica (nocleg w dyżurce GOPRu na Jaworzynie krynickiej i
lekka najebka z goprowcami)
6. Krynica - Bartne (PTTK)
7. Bartne - Komancza (PTTK)
8. Komańcza - Polana (Katolicka szkoła zamieniona w sypjalnie PTSM i błaganie
proboszcza o udostępnienie lokalu na noc)
9. Polana- Ustryki Dolne
10. Powrót PKS koleś wzioł rower !!!!! w 6 godzin z Ustryk do krakowa, chill
out na plantach 4 godz. - express do wawy
Opis wygląda niepozornie, ale to było 550km hardcore jazdy po najtrudniejszych szlakach w Europie, 15000m przewyższeń (tak jakby 2 razy wjechać z poziomu morza na Mt.Everest).
Gratuluję i podziwiam .... a za rok pojedziemy razem :)
Serdecznie dziękuję całej Rodzinie Tronów za ogranizację super party Mafej 30+. Mam nadzieję, że mi się uda Was kiedyś wyciągnąc na jakiś ciekawy weekend i choć w małym ułamku się zrewanżować.
Wielkie dzięki dla wszystkich, którzy dotarli. Za wspaniałe życzenia i doskonałą zabawę.
Do zobaczenia na weekendach/wakacjach lub jeszcze gdzie indziej :))) - Mafej
Octavka - 250 000 km
Historyczny moment - download film :)
Octavka_250000km
Kampinos Challenge 7.7.7 7:00
Po 7h30min jazdy pokonaliśmy Kampinoski Szlak Rowerowy. Trasa nie była łatwa - 143km. Na dodatek silny wiatr z zachodu skutecznie ograniczał prędkość na pierwszym odcinku. Średnio co 1h z nieba mieliśmy darmowy prysznic :).
Choć większość trasy była nam doskonale znana to szczególnie w pł-zach. cześci odkryliśmy kilka ciekawych miejsc.
Szkoda, że pomimo silnej kampanii reklamowej ostatecznie pojechaliśmy tylko we dwójke.(Ja i Piotrk)
Ale CI co się nie załapali nie martwcie się - wkrótce weekend rowerowy w Gorcach :). Już teraz zapraszam.

Mapka trasy z km
Mapa przejazdu
Opis trasy
Cztery wspaniałe dni spędziliśmy w Chatce Cyborga w kotlinie Kłodzkiej. Piękny dom położony w górnej części doliny w najbardziej dzikim zakątku kotliny Kłodzkiej - górach Bialskich.
Dookoła super trasy rowerowe i piesze. Brak turystów, brak zasięgu totalnie (już dawno nie spotkałem się z sytuacją, że do zasięgu trzeba jechać 9km).
Tak naprawdę to ten brak zasięgu to był tylko pomocny w wypoczynku :). Karp dzielnie pokonywał górki na rowerze. Zjechał też z Czarnej Góry :).
Wypiliśmy kilka Czeskich piw i rozkoszowaliśmy się wyborną szamą serwowaną w Chacie Cyborga. Jasio spacerował doliną w wózku i wybrał się też na pierwszą swoją wycieczkę po górach w nosidełku.
Bardzo mu się podobało do tego stopnia, że mało spał a głównie się rozglądał po drzewach i jagodach, które zjadała Mama.
Ostatniego dnia dokładnie w chwili jak wyjeżdżaliśmy zaczął padać deszcz i lało aż do samej Warszawy.
Jutro MagMaf skończy 4 miesiąc. Rozwija się w błyskawicznym tempie. Ulubioną jego zabawą jest teraz oglądanie swoich rączek i wpychanie ich do buzi :).
Uśmiecha się do każdego kto jest przyjaźnie nastawiony. Nadal lubi spacery z Tatą i Mamą a ostatnio też polubił chodzenie w nosidełku, które dostał od dziadka.
Wszystko wskazuje na to, że w najbliższych dniach MagMaf znany też jako Honzik zdobędzie ważne narzędzie jakim są pierwsze dwa ząbki :).
Weekend to tylko 2,5dnia a działo się naprawdę sporo. Najpierw zaraz po pracy w piątek szalona jazda na rowerze - 100km w 4:15h szutrowymi drogami z Wawy w okolice Siedlec do karpia na działkę.
W sobotę powrót na Ślub Piotrka i Ani. Super było naprawdę wspaniałe wesele. Szalone tańce przy doskonałej muzyce pyszne jedzenie, extra organizacja. Naprawdę ubawiliśmy się po pachy. Dzięki Państwo młodzi !!! Życzymy jeszcze raz takiego, życia jakie było wesele :).
W niedziele - imieniny Jana. Odbyliśmy rodzinną wycieczkę na Podlasie. Super pogoda i zachwyceni Pra-dziadkowie.
SudetyCross za nami :) 520km, 41h spędzone na rowerach, ponad 14000m podjazdów, ponad 30 punktów kontrolnych. Tak w skrócie można opisać wspaniałą imprezę, która właśnie się zakończyła.
A zaczęło się o 6 rano we Wrocławiu 2 czerwca. Chłopaki w składzie (Maciek Lewandowski-Maciejka, Krzysiek Gieleciński-Kris i Bartek Matecki-Grusza) nerwowo pakowali ostatnie rzeczy. O 7:54 mieli pociąg do Drezna. Na granicy jeszcze przesiadka w ostatnich sekundach i tak o 14:00 spotkaliśmy się na dworcu w Pirnie.
Magduśka z Jaśkiem zrobili nam pamiątkowe zdjęcie w nowych koszulkach i wyruszyliśmy pokonać Sudety. Po kilku łatwych km już na pierwszym podjeździe odjechaliśmy z Gruszą w ostrym tempie.Tak do końca dnia jechaliśmy oddzielnie od Maciejki i Krisa. Przejazd przez Czeską Szwajcarię to doskonałe szutrówki niesamowite formacje skalne i piękne widoki. Trasy rowerowe są tak przygotowane, że sprawiają wrażenie, że ktoś zbierał z nich kamienie...;)
Odwiedziliśmy zabytkowy młyn w niemczech i po 2h przjechaliśmy granicę w górach do Czech. Po nie spełna 3h byliśmy w Vysokiej Lipie, kolejne 40min szukaliśmy kwatery :(. Pomimo rezerwacji nikt nie umiał nam wskazać właściwego domu. Ostatecznie dom okazał się wyjątkowo sympatyczny. Stary, ale odnowiony zbudowany z pruskiego muru położony pod lasem na skraju wioski. Na szczęście do knajpy i pysznych browaró nie było daleko. Właściciele bardzo sympatyczni.
Rano po wypasionym śniadanku, pomimo padającego deszczu wyruszyliśmy do 2 - najtrudniejszego etapu. Temperetura rzadko przekraczała 12C. Etap był długi -78km i zakończony wymagającym podjazdem na Jested (1012m.n.p.m) Trasa prowadziła przez czechy i niemcy. Szczególnie w niemczech wrażenie robiły bogate kurorty uzdrowiskowe np.Oybin z basenem miejskim w sadzawce :).
Wieczorem jak już wszyscy byliśmy w hotelu Jested - chłopaki nie mogli uwierzyć, że mieszkamy w wierzy telewizyjnej :). Szkoda tylko, że mgła była tak gęsta, że widać było jedynie koniec swojej ręki....
Jasiowi też się podobało - szczególnie w restauracji gdzie było dużo świateł.
3 dzień to najpierw szalony zjazd do Liberca - 600m w dół a później podjazd na szczyty gór Izerskich. Pogoda trochę się poprawiła i co jakiś czas wychodziło słońce. Chcąc zaliczyć wszystkie punkty tego dnia trzeba było przekroczyć "zieloną" granicę w okolicach smreka. Nie było łatwo - musieliśmy się przedrzeć przez podmokłe łąki źródeł Izery, ale w nagrodę czekał nas 15km zjazd do Harrachowa. Czeski znany kurort narciarski w lecie zmienia się w spokojne miasteczko z doskonałą bazą turistic. Korzystaliśmy z niej jak tylko się dało.... Grusza chyba najbardziej, ale reszta też kosztowała lokalnych trunków bez umiaru.
Efekt był tak, że następnego dnia Kris korzystał z Support car ;).
4 dzień to przejazd przez Karkonosze. Och te podjazdy - w sumie 3 przełęcze do pokonania. Dobrze, że mieliśmy power bar, który dodał nam sił na wjeździe na 1200m.n.p.m (przeł. Karkonoska). Do zjazdu nie trzeba było mieć dużo sił lecz dużą tolerancję na wzrastające stężenie adrenaliny :) Grusza okazał się najlepszy - 80.96km/h wskazał jego licznik na wyboistej drodze - to naprawdę niezły wynik.
Jedziemy dalej. Mijamy Karpacz do którego prowadzi kolejny zjazd. Prędkości rzędu 50-60km/h na ścieżkach leśnych i szutrówkach są na porządku dziennym. Chwała hydraulicznym tarczówkom i zawieszeniu z tyłu.
Jest 18 a my meldujemy się w Leszczyńcu na kwaterze agro. Rozpieszczeni noclegami w Czechach jesteśmy nieco zniesmaczeni. No cóż generalnie po wjeździe do Ojczyzny rzuca się w oczy syf i bida, dziwne tylko jest to, że wjeżdżamy z Czech a nie Niemiec czy Szwecji. Tak jeszcze będzie pewnie dobre parę lat ...:(
Day 5 - nareszcie pogoda typowo letnia. Trasa miała być niezbyt ciekawa a szlak z Lubawki przez tzw.worek Okrzeszowski okazał się jednym z najpiękniejszych odcinków. Na jednym z zakrętów Kris zaliczył unfall. Starty łokieć i kolano i pierwsza awaria -dętka. Opatrywanie ran nie trwało długo a my pędziliśmy już do Czech.
Wieczorem podjeliśmy decyzję o modyfikacji trasy. Tak nam się Czechy podobały, że zostaniemy tu dłużej.
Day 6 - to przejazd przez góry stołowe z pięknym zjazdem z Karłowa do Kudowy. Oczywiście nikt inny tylko Kris wykorzystując możliwości swojego SantaCruze przekroczył możliwości dętki i dobił kolejną sztukę.
Day 7 i 8 to dwie doskonałe pętle wokół Teplice nad Metuji. Miasteczko słynne z Skalnego miasta ma dużo więcej do zaoferowania niż podziwia przeciętny turysta. Praktycznie każda trasa rowerowa w okolicy jest super opisana i poprowadzona przez ciekawe tereny.
Podsumowując cały wyjazd od strony rowerowej to był naprawdę doskonały. Trasa przebiegała przez atrakcyjne turystycznie i historycznie tereny. Kolejne odcinki były zaplanowane tak, aby przeciętny rowerzysta mógł je pokonać bez nadmiernego wysiłku. NIE BYŁO tw. pushingu!!!
Bardzo dziękuję mojej wytrwałej Magduśce i wspaniałemu synkowi - Honzikowi (Jaś po Czesku) których poświęcenie i pomoc była bezcenna na całej trasie rajdu.
Dzięki też Sis i Maleńkiej za pomoc i wsparcie. Gratuluję chłopakom przejazdu pierwszego wieloetapowego wyścigu organizowanego przez www.mafej.pl i liczę na Wasze uczestnictwo w przyszłym roku w Austrii, Francji, Szwecji, Rumunii lub gdziekolwiek indziej gdzie rozegramy kolejną edycję CROSSa :)
Mafej
Pozdrawiamy wszystkich z hotelu Jested w Czechach! Po dwóch dniach wspaniałej jazdy mamy już za sobą 150km. Pierwszy dzień to przejazd przez niesamowity Park Narodowy Czeskie Szwajcarsko.
Dzień 2 to jazda we mgle i mrzawce. Pomimo kiepskiej pogody wszystki punkty zaliczone. Team w składzie Grusza+Mafej w doskonałym czasie pokonał 80km. Finish - podjazd na górę Jested 1012m (500m przewyższenia) był naprawdę trudny. Do tego silny wiatr, widoczność na 10metrów
i temperatura poniżej 10C spowodowała, że było naprawdę hardcore! Na szczęście nocleg w 3* hotelu był bardzo relaksujący i dał nam siły na dzisiejszy etap przez góry Izerskie do Harrachowa. No to tyle póki co trzeba wyruszać w trasę. Następna aktualizacja w środę!
SudetyCross-START
Lada chwila start SudetyCross. To wyjątkowy wyjazd. Jeszcze nigdy nie poświęciłem tyle czasu i zaangażowania w imprezę co tym razem. Wielkie dzięki już dziś za pomoc Gruszy, Piotrka, Maciejki i Krzyśka bez Was nie dałbym rady. Bardzo dziękuję też Magduśce za wielką wyrozumiałość i wspieranie w trudnych chwilach.
Proporcjonalnie do naszego zaangażowania w organizację rośnie też apetyt na nizapomnianą przygodę. Ale o to jestem spokojny! Fantastyczna Czeska Szwajcaria z idealną pogodą na rower (ma być 20C i SUN) czeka na nas już w sobotę.
Do zobaczenia w Pirnie k.Drezna skąd zaczniemy, mam nadzieję, jeden z najlepszych wyjazdów rowerowych! YEA
PS. Postaram się w miarę możliwości na bieżąco zamieszczać relację z czasami przejazdów- trzymajcie kciuki!
Mafej
MAPY_all_ZIP
SudetyCross - organizacja-forum
Link do ubezpieczenia dla bikera
Dla chętnych którzy chcieliby nas odwiedzić podaję miejscowości w których będziemy nocować - zapraszamy!
1) Wrocław-PL 1.06
2) Vysoka Lipa-CZ 2.06
3) Liberec-Jested-CZ 3.06
4) Harrachov-CZ 4.06
5) Leszczyniec-PL 5.06
6) Teplice nad Metuji-CZ 6.06
7) Duszniki-Zdrój-PL 7.06
8) Szklary-PL 8.06
9) Jarłontówek-PL 9.06
Niby blisko do Płocka i zwykły weekend a tu od początku przygody.... Najpierw dziura w misce olejowej Octavki - zbyt brawurowa jazda bo bezdrożasz przy omijaniu korka w Łomiankach, potem już było lepiej. :) Bardzo sympatycznie-thx Kris.
Jasio zadowolony z wizyty u kolejnej Babci :))). Dziękujemy i pozdrawiam Magmafy
Lada dzień MagMaf skończy 3 miesiąc. Trzeba przyznać, że jak na pierwsze 3 miesiące życia widział już całkiem sporo.
Mamy nadzieję, że Jasio dalej będzie rósł jak na drożdżach i z dnia na dzień będzie zaskakiwał rodziców i wszystkich dookoła swoim świetnym humorem.
Dzięki gościnności Rodziny Gruszniaków, spędziliśmy wspaniały weekend na Mazurach. Niezapomniane były też błogie chwile na włościach Frau Alicji i Wojciecha koło Szczytna.
Już dziś mogę polecić komfortowe noclegi w Jęczniku nad jeziorem Sasek Wielki. To doskonała baza wypadowa do zwiedzenia Mazur i Warmi. Więcej informacji już niedługo.
SudetyCross - lista startowa zamknięta
Ponieważ pomimo ogromnego zainteresowania(minimum 15osób zapewniało mnie że jedzie) i wielkiego apetytu kolejny raz skończyło się na niewielkiej grupce to:
1) Jadą 4 osoby (Mafej, Krzysiek, Grusza, Maciejka)
2) Odwołałem transport busem oraz pomoc Marcina Niedźwieckiego, który miałbyć supportem
3) Zarezerwowałem miejsca dla pięciu osób (4uczestników+Mag i Jaś)
4) Można się dołączyć do imprezy w dowolnym momencie, ale w związku z brakiem miejsca na bagaż nie zapewniam transportu rzeczy, map, noclegów i innych świadczeń.
5) Wiem, że parę osób chce dojechać niektórzy jako towarzystwo samochodami, więc chętni na rowerze mogą się zgłaszać, postaram się pomóc przy transporcie rzeczy.
Pozdrowienia Mafej
Sunday bike
Zapraszam na bike trip-Niedziela 13.05! Zbiórka 8:45 dworzec zachodni - kasa biletowa (od strony północnej)
Jedziemy pociągiem 9:05 do Sochaczewa (pośpieszny). Z Sochaczewa powrót do Wawy przez Kampinos (ok.75km).
Powrót planowany koło 16-17. Do zoo
Ku zdziwieniu wielu ludzi MagMaf odbył swoją pierwszą dalszą podróż. Wrócił zadowolony a jego uśmiech jest teraz jeszcze większy.
Dziękujemy bardzo wszystkim Ciociom i Wujkom za pomoc i cierpliwość. Wyjazd bardzo udany w świetnej atmosferze, okazał się też świetnym treningiem przed Sudetami Cross.
Determinacja niektórych osób mnie naprawdę zaskakuje. Oby tak dalej!
Teraz trzy tygodnie ciężkiej pracy i dużo przygotowań a potem znów 9dni w pięknych górach.
Pozdrowienia
Piątek
18:00 - Pruszków
24:00 - Brno
Sobota
2:00 Lienz
4:30 Zillertal
5:00 Hintertux
8:15 Super SKI start
8:50 Glacier 3250m.n.p.m
9:20 Body rzez piste nr 12
17:00 Last rzez 3250-2100m.n.p.m
18:00 Lanersbach - 0,89eur vine
19:00 Hippach Spitaler House
20:00 Impreza pod star helga House na łące
24:00 Kima
Niedziela
8:00 Wyjazd
10:00 Burgman 400
16:30 Zgorzelec
23:00 Janki
Innymi słowy to był jeden z najbardziej hardcore ale i najwspanialszych weekendów.
Za 10 dni Magmaf skończy drugi miesiąc. Już teraz na liczniku Succkera jest ponad 150km :)
Mały MagMaf już się uśmiecha do każdego kto uśmiecha się do niego. :)
Niedzielny spacer w Komorowie. Piękna pogoda a wiosna już w pełni.
Sobotnia wycieczka rowerowa skończyła się w Olszance. Magmaf dojechał z Magduśka i wychowaniem młodego obywatela zajeli się wujkowie....
W sobotę zrobiliśmy z Albertem i Kubą konkret wyrypkę. 112 km po Górach Świętokrzyskich. Mimo mało wiosennej pogody wycieczka bardzo udana.
Wiele ciekawych miejsc i super odcinków. Miejscem docelowym była Święta Katarzyna, gdzie 7 lat temu powstała legenda o Kozie.
Szybki posiłek w karczmie U Baby Jagi dodał nam sił na ponad 50km drogę powrotną.
Zapraszamy na kolejne wyprawy. Next może Jura Krakowsko-Częstochowska...
Do zoo na czwartkowym bike.
Wesołych Świąt

Wielka sobota MTB-Góry Świętokrzyskie
Halo, w wielką Sobotę jadę na cały dzień w Góry Świętokrzyskie na rower. Zapraszam chętnych.
Wyjazd 7:30 powrót
Pozdro
Majówka z familią MagMafejów
Zapraszamy na wspólny wyjazd na majówkę. W planach był Hintertux ale MagMaf jeszcze za mały na taką podróż i pobyt w tak wysokich górach. Musimy jeszcze zaczekać parę miesięcy. Druga sprawa to brak paszportu, który dostaniemy dopiero w połowie maja.
Dlatego jedziemy do Polski. Niech nowy obywatel pozna najpiękniejszą część naszej Ojczyzny.
Wyjazd będzie rowerowo/wędrówkowy. Składać się będzie z 3części i potrwa od 27kwietnia do 6 maja.
1) Pogórze Przemyskie - okolice Arłamowa (27-30.04)
2) Zielone Łąki nad Soliną (1-3.05)
3) Bajkowy Beskid Niski - Banica (4-6.05)
Serdecznie zapraszam szczególnie chętnych na SudetyCross - taki trening napewno się przyda.
Pozdrowienia i czekam na chętnych do 10 kwietnia (chcę zarezerwować fajne kwatery a na majówkę zawszę są z tym problemy).
MagMaf skończył miesiąc
MagMaf-1 miesiac
Proszę bardzo oto MagMaf już ma miesiąc. Sporo się działo przez te pierwsze 30 dni. Niektórzy wujkowie i ciocie już poznały małego MagMafeja ale wciąż jest spora grupka inostrańców.
Come on. Nie ma się czego bać ja nie gryzę - nawet nie mam czym ;) Ulubione moje zajęcie to długie spacery w moim super powozie, który ma już na liczniku 65km. Jaś chciał się też pochwalić 2 wycieczkami do Kampinosu(jeszcze nie na rowerze ;) )
Zapraszamy do galerii foto
Mafej
W tym sezonie rowerowe czwartki zamiast wtorków
Chciałbym ogłosić rozpoczęcie sezonu kolarskiego 2007. W tym roku spotykać się będziemy w każdy czwartek o 17:00 pod Mercem.
Pierwszy wyjazd 15.03 - Trasa: Bemowo-Klaudyn-Szeroka Warszawska-Truskaw-Sieraków-Placki-Młociny-Wawa (ok.50km)
Zapraszam - Mafej
Dwa pierwsze tygodnie
MagMaf-1 chwile___
MagMaf-1 tydzień___
MagMaf-2 tydzień___
MagMaf-3 tydzień
Wierzyć mi się nie chce, że MagMaf ma już dwa tygodnie. Rośnie jak na drożdżach. Cyca bardzo lubi :) Jest grzeczny ale miewa gorsze momenty. Wczoraj pojechał na pierwszy spacer.
Licznik wskazał równe 2km. Dziś kolejne nowe doświadczenie - pierwsza jazda autobusem lini 157. Zapraszam do oglądania zdjęć z ostatnich dni.
Ponieważ sytuacja wydaje się już opanowana to w przyszły weekend zaprosimy pierwszych wójków i ciocie. Do zobaczenia.
MagMafej - pierwsze chwile na świecie :)
zobacz MagMafa
Trudno mi jest zebrać w tej chwili myśli i napisać coś do sensu. To przeżycie jakiego niegdy w życiu nie doświadczyłem, to 9h godzin walki, jedności i oddania się w 100% drugiej osobie. Cały świat stoi nic nie istnieje tylko Magduśka. To były najwspanialsze 9h naszego życia.
Życzę każdemu porodu rodzinnego.
Dzięki za wspaniałę wsparcie i wielką radość jaką dzielimy się z Wami. Nie uda się słowami oddać jak ważne jest wsparcie Rodziny i Przyjaciół. Byliście z nami i to dawało siłę i trzymało nas na duchu. Dziękujemy. Efekty możesz zobaczyć na zdjęciach.
Jaś Majewski ma 53cm i waży 2880gram urodził się naturalnie bez znieczulenia o 12:05 a i jeszcze jedna informacja - są zalązki SPD w stópkach :).
Mimo wszystko super Pempkowe-thx Ciocie i Wujkowie :))))
Mafej
ps.Super nowy temat na forum
SudetyCross - planowanie trasy zakończone
W weekend zakończyłem planowanie trasy. Znane są już wszystkie etapy oraz punkty kontrolne.
Trasa FUN bez zaliczania punktów prowadzi w około 80% małymi asfaltowymi drogami. Trasa MAX - zaliczając wszystkie punkty kontrolne prowadzi w 20% asfaltem a reszta to szutry i drogi gruntowe.
Od Ciebie zależy wybór trasy czyli będzie to coś pomiędzy FUN a MAX :)
Poniżej ostateczne zestawienie długości poszczególnych etapów.
1) Pirna k.Drezna-Jetrichovice 35km/47km
2) Jetrichovice-Horni Hanychov (Liberec) 55km/65km
3) Horni Hanychov (Liberec)-Harrachov 40km/48km
4) Harrachov-Czartak 46km/57km
5) Czartak-Police nad Metuji 32km/50km
6) Police nad Metuji-Duszniki-Zdrój 32km/60km
7) Duszniki-Zdrój-Międzygórze 50km/75km
8) Międzygórze-Pokrzywna(k.Głuchołazów) 60km/100km
Weekend 17-18.02
Szybki rowerek z Wawy do Sochoczewa doliną Utraty zaowocował kilkoma ciekawymi ujęciami. W niedzielę razem z Michałem odwiedziliśmy zalew Zegrzyński. Wieczorkiem wpadł do Nas Paweł z Maćkiem na pokaz slajdów z Gwatemali.
Oglądanie takich tropików wytrąciło nas z codziennej polskiej szarugi...
galeria foto
Biegówki w weekend
Zmia zagościła na dobre na północy kraju. Granica mrozu jest koło Płońska więc daleko nie trzeba jechać :)
W niedzielę grana była Łyna. Ostra jazda. Zbyszek pokonał magiczną granicę 20km - bravo. Finish przy -10C silnym wietrze i po nocy...YEA lubimy hardcore. Szkoda tylko, że śniegu mało było...
Dzięki za wycieczkę - Mafej
galeria foto
Bike :))) -Kuba niekwestionowanym liderem statystyki
W tym roku tylko Kuba Jaroszewski twardo jeździł ze mną na bike. Jest na razie jedyną osobą, która pomimo trudnych warunków przejachała 133km.
Hej reszta co z Wami?
Let's move your ....desk succkers and have unlimited fun during the bike extreme ride :)
Join US >>> Mafej
Zima-Vratna :))) w weekend 2-5.02
Vratna luty 2007.
W czwartek po południu zabraliśmy się za organizację wyjazdu. Na szczęście udało się szybko znaleźć kwaterę i co niektórym dostać urlop. Utworzony zespół - Krzysiek, Zbynio i ja (Wojtek). Wyjazd od Krzyska dopiero o 18:45. Zbynio - jak zawsze - spóźniony jedyne 45 min !!! Dzięki nubirze, która pomykała 170 km na h katowicką już o 1 w nocy dojechaliśmy na kwaterę, mijając po drodze nową fabrykę Kia Ceed w Żylinie. Kwatera wypas - pokój z łazienką, salon, kuchnia, miejsce pod dachem na samochód. Jak się później okazało jej minusem była lokalizacja na kompletnej wsi, ale co tam na 3 noce.
W piątek udaliśmy się na rzez na Chleb. No niestety nie na pierwsza kolejkę, ale jak się okazało, była ona czynna dopiero od 9:30, wiec prawie zdążyliśmy.
Nowa, wypasiona kolejka - którą podobno budowali przy użyciu helikoptera na oczach co po niektórych - nie jest połączona z regionem obok - no niestety to prawda. Ale co tam jedziemy na górę - a tu mleko, nic nie widać, nie wiemy gdzie góra gdzie dół. Po chwili okazuje się, że żadna trasa nie jest przygotowana, ani nawet wytyczona - całkowity off piste. Na szczęście dużo śniegu. Około 11 koniec - kolejka staje z przyczyn niewidomych (wiatr???), udajemy się zatem do ośrodka pobliskiego, gdzie jeździmy w tłumie ludzi, na rozjeżdżonych trasach, a w górnej części wyciągami poruszającymi się z prędkością 1 talerzyk na min.
Na zakończenie dnia miły akcent - obiado - kolacja w pełni słońca w schronisku na górze. A później
. wypychanie nubiry z błoto- śniegu na nieprzygotowanym parkingu. Wieczorem browar w lokalnej knajpie z autoktonami mówiącymi do nas po niemiecku i szybko spać, co by zdążyć na I wyciąg na 8:30 (we Vratnej). Rano niespodzianka - 20-30 cm nowego śniegu. Niestety na stoku już sporo ludzi i trochę mocno rozjeżdżone. Śnieg sypie cały dzień, zatem dla niektórych jazda zmienia się w picie piwa w knajpie.
Ostatni dzień, rano stok we Vratnej, a następnie około 11 przejazd - jak się okazuje bez problemowy lasem na Chleb. Wjazd kolejką - super zjazd poza trasą - super śnieg - super żleb, a tu nagle koniec - urwisko 5 m i nie ma wyjścia!!!! No i podchodzenie 30 m na h w śniegu na 2 m ze sprzętem. Nagle robi się coraz ciaśniej - ludzie po naszych śladach zaczynają zjeżdżać i w większości nie wierząc nam jada na sam dół. Po około 1,5h podchodzenia przyjeżdża jakiś słowacki GOPR/TOPR i spuszcza nas na linach na dół. Uff nie musimy podchodzić następne 3 h i jaki lans-zostaliśmy uratowani przez GOPR!!!!!!
Powrót do domu z kolacją w MR Hamburger przy katowskiej. A tam zostawiony mój plecak, z: dokumentami, pieniędzmi, kartami, kluczami do 3 mieszkań
Na szczęście sytuacja zdiagnozowana po 10 min. I plecak leży w doniczce, gdzie został pozostawiony.
Podsumowując - zima z dużą ilością śniegu jest fajna, ale jak masz jechać na narty na Słowację, to nadal Oszczadnica.
PS. To mój debiut pisarski na stronie Mafeja. Jak się komuś podoba to informuje, iż poszukuję wydawcy mojej książki. Wojtek Motelski
galeria foto
Unlimited ski Flachau 2007 za nami
Jeszcze raz wielkie dzięki za moim zdaniem super wyjazd. Tradycyjnie już wystartowaliśmy po pracy w piątek. Jazda nocą szła sprawnie. Scenic Zbycha ciągnął ostro przez Słowację do Austrii. O 6:20 rano dojechaliśmy do Haus skąd po 2h drzemce wystartowaliśmy gondolą na górę. Południowe stoki zielone ale na północnych zboczach całkiem dużo śniegu. Pogoda doskonała słońce prażyło nasze spragnione paszcze ?. O 16:00 zamknęli niestety wyciągi i trzeb było zjechać do wozu, gdzie czekała już schłodzona flaszka wina
. Nie dojechaliśmy jeszcze nawet do kwatery (20km) a humory były już doskonałe. Co z tego, że spaliśmy tylko 2h i zasuwaliśmy bez przerwy 7,5h na nartach jak oszalali przecież jesteśmy wreszcie w Alpach i każda sekunda jest na wagę złota ;). Kwatera okazała się być prawie w centrum Flacha, co było sporą zaletą. Na nart pod wyciąg 7minut w butach narciarskich ? lub 1 przystanek Skubisem. YEA, impreza się rozkręca. Co prawda Wojtek ze Zbych padli ale my (Mafej i Mikołaj) poszliśmy do apres ski na mały dance. Fajnie było ale koło 21 wróciliśmy i spotkaliśmy właśnie resztę wycieczki (Krzyśka z Albert), którzy pomimo awarii Hondy właśnie przyjechali z Wawy.
Drugiego dnia rano pojechaliśmy do Flachawinkl. Jeździło się 1 klasa. Idealny śnieg trzymający jak złoto. Trasy super i do tego puchar świata kobiet. Nie sądziłem, że Babki na zjeździe używają nart 220cm i zasuwają jak porządny samochód po autostradzie. Niesamowite. Imprezy po nartach nie pamiętam
Trzeci dzień to wyprawa do Bad Gastein. Trochę daleko (70km) więc pobudka 6:30! O zgrozo przecież to miały być wakacje a nie Hitler jugend ferie! Nie ma lekko 8:30 meldujemy się pod kolejką. Rzez pierwsza klasa. Widoki wspaniałe. W połowie dnia Zbych gubi się na zjeździe i rozpoczynamy akcję poszukiwawczą. Jedni szukają zagubionego inni spędzają mile czas w barze
Czwarty dzień spędzamy we Flachau pod domem. Wyciągi i trasy robią niesamowite wrażenie. Super szeroko idealne warunki na deskę. Szkoda, że nie zabrałem snowboard z Wawy. Po zamknięciu wyciągów zostajemy w knajpie na 2000m i pijemy williego lub Stiegla obserwując zachód słońca. Dopiero o zmierzchu (po17) zjeżdżamy trasą, która jest tylko nasza- jest super, szczególnie, że na dole jest apres ski, gdzie uzupełniamy elektrolity ?.
O 19 zdejmuję wreszcie buty narciarskie. Dziś spaghetti Mikołaja - mniam. O 21 zaczyna się PartyBoys. Wchodzimy do wielkiej drewnianej chaty. Zespół gra niemieckie piosenki biesiadne. Na wjazd (darmowy) dostajemy jeszcze gratis drinka. Ludzi tłum. Na parkiecie nie ma gdzie igły wcisnąć. Myślałem, że chłopaki coś wyrwą, ale założyli kalesony więc i tak nic z tego. Balujemy do 23 i wracamy do domu.
Piątego dnia jeździmy w Wagrain i Flachau. Jest dość ciepło i śnieg raczej mokry.
Szósty dzień jedziemy do Mulbach. Pogoda trochę się psuje. Jest więcej chmur, ale nic nie zapowiada kiszki. Wieczorem zwiedzamy Salzburg. Bardzo sympatycznie. Zjadamy też kolację na starówce za drobne 15eur. Mein Got. Siódmy dzień - shitnia! Od rana leje deszcz jest +7C. Próbujemy wystartować na Dachstein ale nic z tego za silny wiatr wyciągi zamknięte. W końcu jeździmy 2,5h we Flacha w strugach deszczu. Nigdy nie widziałem tak smutnych Austriaków. Byliśmy jedynymi z może 30osób na stoku tego dnia. Jazda w strugach deszczu nie jest miła. Po chwili ma się mokro wszędzie. Lepiej już zdecydowanie jest na rowerze lub pieszo. Dlatego po pierwszej fazie urodzin Krzysztofa śmigam z Albert na wycieczkę. Było naprawdę hard core. Wspinaczka po ścianie 1000m z widokiem na całą dolinę przy huraganowym wietrze podniosła znacząco adrenalinę. Koło 16 wracamy i zapijamy winem smutny dzień. Ostatni dzień to powtórka drugiego dnia. Początkowo zapowiada się kiepsko. Po 36h opadach śniegu ubyło zdecydowanie. Nawet na trasie pojawiają się przetarcia. Do 10 rano jest jeszcze problem z oblodzeniem trasy. Potem się tak ociepla, że robi się breja znana z wyjazdu do Alp dHuez. Ostatni zjazd i do domu. Po drodze jemy jeszcze Bawarską kolacyjkę i na 23 dojeżdżamy do Penzion u Jeżku w Blanku koło Brna. Rano z powodu braku typowo śniadaniowych dań jemy spaghetti bolonese z tuńczykiem made by mafej ?. Zwiedzamy też jaskinię Macocha, gdzie pływa się łódką - bardzo polecamy Morawski Kras. Ostatecznie o 20 jesteśmy w Wawie. Teraz czekamy na śnieg w Polskich górach.
Dzięki Zbyniu i Albert za wożenie nas i naszych sprzętów na całej trasie. Dzięki za pyszności jaki przygotowaliście. Dzięki również za wspaniałą bezstresową atmosferę i doskonałą zabawę. Zapraszam szczególnie Mikołaja i Alberta częściej na wyjazdy. Do zoo na spotkaniu powyjazdowym.
Mafej
Galeria foto
strona regionu
Zestawienie najlepszych kurortów Narciarskich w Alpach (by JaJarmo)
Wydarzenia z 2006 roku
|
|