mafej x-Ventures

Śnieżnych i niezapomnianych Świąt

Wszystkim serdecznym przyjaciołom, życzymy zdrowia, śniegu i słońca reszta sama się znajdzie. Trzymajmy się razem i wspierajmy - pamiętajcie my bez was tak jak wy bez nas jesteście już nie tacy sami. Mając na uwadze te słowa przygotowałem na święta nową galerię, gdzie znajdziecie mnóstwo wspólnych zdjęć. To taki skromny prezent, który mam nadzieję, każdemu przypomni wiele wspólnych, wspaniałych przeżyć z ostatnich 6 lat-have fun! Mafej, Magduśka, Jasio

19-21.12.2008 - Zuberec

W ostatni weekend byliśmy otworzyć sezon narciarski. Mała matrona miała jedyną szansę, żeby pojeździć na desce. Okazało się, że dobrze trafiliśmy i przez całe dwa dni była jazda w puchu! W ciągu weekendu spadło 50cm śniegu! Do tego jeszcze zaliczyłem 2 sprinty na biegówkach po 8km i kilka szusów z Honzem na sankach :))

31.10-13.11.2008 - USA (Texas)

Travel blog
Wyjazd bardzo udany! Jednak przez siedem lat sporo się zmieniło. Od razu po przylocie w piątek po południu zrobiliśmy imprezę helloween :) W sobotę rano wyjechaliśmy z rowerami do Arizony. Podróż długa 1700km i do tego te ograniczenia prędkości. 4 dni spędziliśmy w White Mountains. Piękne dzikie góry o wysokości od 2200 do 3200m.n.p.m. Nowy Santa Cruz sprawdził się doskonale na trudnych technicznie single trackach :) Po 4 dniach pobytu w Greer zaczeliśmy powoli wracać... Przez trzy dni zwiedziliśmy Park narodowy słynny z skamieniałych drzew, góry Zula w Nowym Meksyku i Park Stanowy koło Austin. Po tygodniu wróciliśmy szczęśliwie do Houston. W niedzielę spotkałem się z Aśką, która wpadła tu służbowo z Dubajowa :). Ach mały ten świat. Potem jeszcze dwa dni zakupów i oto jestem :) Szczegóły w wyprawy w travel blogu.

18.10 - Harpagan 2008 - Sierakowice

Pierwszy raz bylismy wraz z Albertem na extremalnym rajdzie-Harpagan. Impreza super! Wspaniala atmosfera, rewelacyjna organizacja i piekna sceneria. To wszystko spowodowalo ze po 12h godzinach chcielismy dalej jechac i zaliczac kolejne punkty kontrolne. Ostatecznie udalo nam sie zaliczyc jedynie 12pkt. z 20. Przejechalismy 180km w 11,5h. Zdobylismy tez spore doswiadczenie i w przyszlym roku mozemy powalczyc o wyzsza pozycje na mecie. Ale i tak 66 miejsce na 300 startujacych to dobry wynik. Trasa byla wspaniala, tak pieknej trasy na zawodach nigdy nie widzialem w polnocnej polsce. Brava dla organizatorow. Nie obylo sie bez dodatkowych atrakcji - brodzenie w lodowatej wodzie .... brrr zreszta zobaczcie sami.
Strona organizatora
Foto





11-12.10.2008 - Polska złota jesień na Mazowszu

Pięknych weekendów w Polsce nie ma zbyt wiele, więc jak już jakiś się pojawi to trzeba go dobrze wykorzystać. Tak można powiedzieć o ostatnim. W sobotę z Jasiem przeszliśmy kawał Kampinosu a w niedziele pojechaliśmy na działke. W Olszance ogólnie zrobiło się gwarnie. Było 5 aut i chyba z 15 osób. Zamiast wrócić z żonami jak Bóg przykazał samochodami ja z Sitarem wybraliśmy rower. Trase 80km przejechalismy w 2:45h- to się nazywa dobre tempo. Tylko 2x dlużej niż autem :) Miejmy nadzieje że to nie ostatnie ładne dni tej jesieni...

3-5.10.2008 - Odyseja Świętokrzyska

Ależ to był hard!!! Na starcie ostatecznie staneło 6 śmiałków z x-Ventures! Piter, Grusza, Mikołaj, Albert, Ja i nasza najlepsza zawodniczka Siora. Sobota rano, leżymy w ciepłych łóżkach ale budzi nas miarowe kap kap... Nie mamy już złudzeń, że może prognoza się nie sprawdzi. Pada i to ostro od samego rana. Jest +6C. Czyli idealna pogoda na zawody rowerowe w terenie. Na Tour de Pologne zawodnicy strajkowali a my jeszcze sami za to płacimy. O 10 jesteśmy na starcie humory dopisują. Dostajemy mapy. Bagatela 13 punktów do zaliczenia dystans około 110km. Hmmm no wygląda super szczególnie, że punkty poukrywane są w środku lasu, gdzie często ciężko dojść a już nie wspomnę o dotarciu tam z rowerem. Początek ambitnie ruszamy z Mikołajem i odjeżdżamy Gruszy i Albertowi. Potem jednak się spotykamy na 2 punkcie i razem już jedziemy do końca. Zaraz za drugim punktem gubimy się w lesie i po 1h lądujemy bardzo blisko miejsca w którym weszliśmy. Potem idzie już nam dużo lepiej. Mimo totalnego błocka i zmęczenia zaliczamy 9 z 13 pkt.(111km) i kończymy po 8h na 41 miejscu. Wieczorem pijemy wiśniówkę na rozgrzewkę i wzmacniamy się aspiryną. Niedzielny poranek wita nas 2C ciepła i słońcem. Teraz z przyjemnością ruszamy na trasę. Jedziemy cały czas razem. Plan jest taki, żeby zaliczyć wszystkie punkty! Pogoda jest super i na prawdę fajna trasa daje dużo fun-u. Pod koniec zmęczenie daje się we znaki - 127km to nie mało w takim terenie. Dojeżdżamy na metę o 16 i mamy komplet pkt. Wydaje się, że miejsce wysokie nie będzie a tu proszę jakie miłe zaskoczenie - 22 pozycja na 100 ekip to jest prawdziwy sukces. Gratuluję Gruszy za wielki hard ducha, Mikołajowi i Albertowi świetnego rezultatu. Next year z GPS wbijemy się w pierwszą dwudziestkę :) Sis i Piotrek nie zostali sklasyfikowani bo nie stawili się na metę 1 dnia, ale drugiego dnia całkiem nieźle już śmigali. Za rok na pewno będzie dobra miejscówka :).
Oto strona organizatorów
Tu mieszkaliśmy

26-28.09.2008 - Gizycko

W ostatni weekend bylismy w Gizycku. Dziekujemy Gruszniakom za goscinnosc, Maleńka mnie zadziwila swoimi zdolnosciami kulinarnymi :))

29-31.08.2008 - Moravy MTB

Ostatecznie zebrało się pięciu śmiałków. W piątek po pracy wyruszyliśmy w pierwszą trasę nowym wozem Mr. Trzeba przyznać, że silne wrażenia gwarantowane. Niestety padał deszcz i były okropne korki co spowodowało, że na miejscu byliśmy dopiero o 23. Na szczęście CZ to nie PL i knajpa w naszym hotelu była czynna :). Pyszny browar na dobry sen i do łóżek. Sobota o 10 startujemy. Najpierw podjazd na 720m i potem już typowe XC. Trochę w góre trochę w dół. Zjazdy są naprawdę fantastyczne. Jedziemy we 4 wzajemnie się nakręcając co nie jest dobrą metodą przy jeździe terenowej. Kończy się to groźnie wyglądającym glebnięciem Mikołaja. Na szczęście nic poważnego się nie stało, ale złamany hamulec zdecydowanie utrudnia downhill. Zjeźdżamy do miasteczka w poszukiwaniu serwisu. Wszystko już niestety zamknięte. Obiadek jemy na przełęczy Biały Krzyż. Dalej już tylko 15km, ale zmęczenie daje się we znaki. Potrzebujemy aż 2,5h, żeby wreszcie o zmroku dotrzeć do schroniska. Wciągamy makaron z makiem :) i po 1-2 tmave browary. Wieczorem podziwiamy piękne niebo z niewiarygodną ilością gwiazd. Niedziela wita nas perfekcyjną pogodą. Postanawiamy zaatakować Łysą Hore - 1330m.n.p.m. Podjazd wymaga pokonania 900m w pionie. Po ponad godzinnym podjeździe można obejrzeć piekna panoramę całych zachodnich Karpat! Chwila odpoczynku i 15km w dół. Szutrówki zapierajace dech w piersiach, single track, kamienista droga a na koniec asfalt. Naprawdę rewelacja. O trzeciej jesteśmy już pod hotelem. 140km pięknych szlaków za nami. Następny wypad - Odyseja. Serdecznie dziękuję za wspaniały weekend i do zobaczenia. Dane wyjazdu:
1) Nocleg - 1 w hotelu za 230KC :)
2) Sobota MTB i nocleg w schronisku Kminek SK-6,3EUR
3) Niedziela MTB drugi dzień powrót do aut
A tu zdjęcia z 2007 roku :)
Lista uczestników:
1) Mikolaj
2) Sitar
3) Albert
4) Mafej
5) Chris

22-24.08.2008 - Pluski

Dwa dni spędziliśmy w Pluskach na rodzinnym weekendzie. Magduśka z okazji swoich okrągłych urodzin odwiedziła SPA a ja z Jasiem poszedłem do lasu na grzyby. Niestety wiele nie znaleźliśmy, gdyż Jasio bardziej interesował się szyszkami i patykami, ale i tak było bardzo fajnie. W niedzielę pojechałem z Jasiem przez Warmińskie lasy do Olsztyna. Pogoda dopisała więc wypoczynek bardzo udany. :)

14-17.08.2008 - Suwalszczyzna

Długi weekend spędziliśmy na Suwalszczyźnie. W całym kraju lało i grzmiało a u nas pogoda była całkiem fajna. Mieszkaliśmy w głuszy nad samym jeziorem Wigry. Zwiedziliśmy dokładnie cały Park Narodowy, odwiedziliśmy litewską miejscowość Puńsk i ogólnie doskonale wypoczeliśmy. Jasio tymczasem zapałał miłością do koparek. Zdjęcia soon na stronie się pojawią.

8-10.08.2008 - MTB Gorce

Cóż to był za wyjazd :) Ponieważ w końcu tylko Mikołaj się zdecydował to pojechaliśmy PKP. Kupiliśmy sobie bilet turistic i za 69zł mogliśmy jeździć do woli pośpiesznymi pociągami. O 23:30 spotkaliśmy się na centralnym i pośpiechem do Żegiestowa ruszyliśmy. Rano o 8:30 wysiadka. Szybkie śniadanko z produktów jakie wieźliśmy ze sobą. Musli z pudełka po herbacie dla Dzieci smakowało wyśmienicie :). O 9 ruszamy i po 500m zaczyna padać. W deszczu wspinamy się na grań idącą w stronę Jaworzyny. Na górze leje już pełną pompą. Przejeżdzamy koło nowych tras na Wierchomli. Błoto jest wszędzie. Trasa jest tak śliska, że rower jedzie tam gdzie on chce a nie Ty... Zjeżdzamy na dół do miejscowości. Dwa razy podczas zjazdu musimy regulować hamulce Miko bo ścierają się w oka mgnieniu!!! Dalej suniemy w ulewie pod góre na obidzę. Ten podjazd to jeden ze stromszych podjazdów po asfalcie w PL. Pod koniec jest już tak stromo, że zamiast asfaltu jest beton. Na górze w schronisku jemy wyborne pierogi z jagodami. Ruszamy w kierunku Jaworek, ale wjeżdżamy na niewłaściwy szlak. Dopiero po 5km się zorientowaliśmy i musimy wracać - co za padaka a z góry wciąż pada. W końcu o 17 jesteśmy w Jaworkach. Nocujemy w 1 lepszej kwaterze. Okazuje się, że nocleg w garażu jest bardzo komfortowy a gospodyni częstuje nas pysznym żurkiem! Po 9h jazdy w deszczu mamy wszystko mokre. To był real HARD ZONE. W niedzielę rano budzi nas słońce- zapowiada się super dzień! Ruszamy pędem do Szczawnicy! Miko nie ma klocków ja mam tylko tył. W szczawnicy kupujemy dla Mikołaja klocki a ja muszę jechać na 1 hamulcu. Przepływamy Dunajec i jedziemy do Ochotnicy. Podjazd na Gorc jest momentami naprawdę ostry. Mikołaj klnie na SPD wywalając się 10 raz :). Wreszcie jesteśmy na grani. Teraz 30km jednego z najbardziej excytujących MTB w Polsce. Pędzimy jak szaleni. Zjazd z Turbacza to adrenalina w 100%!!! Turyści pryskają na boki błoto, kamienie, single track. TO jest to! W Rabce jeszcze szama i PKP do Wawy. O 1:35 jestesmy w domu. W sumie 140km wspaniałej jazdy. Dzięki Mikołaj i do zoo na next MTB weekend pod koniec sierpnia/początek września.

1.08.2008 Olszanka- impreza urodzinowo powyjazdowa

1 sierpnia (piątek) była mała imprezka. Po piwie i kiełbasie z ognicha nocleg pod chmurką.

Malezja/Singapore/Borneo

Travel blog
Galeria zdjęć
4-5.7.2008 Godzina 16 spadam z biura na stację WKD. Teraz już mnie nic nie zatrzyma. Na stacji Raków taxi czeka na mnie i pędem na lotnisko. Lot wyjątkowo komfortowy. Niestety Himalajów nie widziałem ale za to Afganistan :) O 10:00 naszego czasu wylądowałem i od razu w autobus i do Hostelu. Miejscówka na wypasie ;) łóżka piętrowe sala 16os. mili koledzy azjaci ... od razu przypomina się akcja z Panem Wo z Bratysławy. Po zakwaterowaniu skoczyłem na obiadek za uwaga- 4zl z root beer do picia. Potem długi spacer wzdłuż morza. Mam już pierwsze foto skośnookich.
6.7.2008 Dziś był hardorowy day. Najpierw wybrałem się na wycieczkę rowerem. Początkowo było lux trasa rowerowa nad ocean - wypas. Nagle trasa się skończyła wjechałem na 3 pasmówke, która zaraz zmieniła się w autostrade!! Jakby tego było mało nie było odwrotu. Po 1km widzę zjazd - uratowany myślę, ale to był dopiero początek.... Zaraz za zjazdem wjechałem w tunel! 3,5km długości. Dawno sie tak nie cieszyłem jak mogłem zostawić rower i przesiąść się w metro... Singapore dla rowerów nie jest zbyt przyjazny :(. Potem jeszcze niezła akcja - stałem 20min w kolejce żeby spróbować najbardziej znanego naleśnika z Durianem. To lokalny przysmak, który białego człowieka przyprawia o mdłości ?. Wreszcie jak go dostałem i spróbowałem mało nie zwróciłem... to było jak mydło z cukrem! Bleeee. Kolo 17 pojechałem na lotnisko po żoneczkę i teraz już razem jesteśmy. Byliśmy na wieczornej look around i walnęliśmy po bronx. Odwiedziliśmy tez Little India. Pelno Hindusow aż Magda się bała, ale nie było czego w końcu taki body guard przy boku ;).
7-8.7.2008 Rano zwiedzaliśmy Singapore. Jakoś na kolana to nas nie powalił. Jedyne co robi mega wrażenie to ilość centrów handlowych. O 22:30 przylecieliśmy do Kuala Lumpuj. Aska miała być 1h później. Niestety okazało się że pomyliliśmy dni.... ;((( i musieliśmy cos na szybko załatwić :) Ostatecznie o 2 w nocy wylądowaliśmy w Chinskim hotelu w pokoju bez okna :( ale tanio było -40zł za dwójke. Następnego dnia zwiedzaliśmy KL. W sumie to nic ciekawego oprócz Petronasow. Wrażenie robią tez super ogrody. Wieczorem o 23:30 Mała Matrona lądowała. Czekaliśmy o 1:00 na nią w wypas 5* hotelu. O 2 byliśmy już w klubie. Niestety o 4 rano zamknęli i zostało nam do wyboru towarzystwo 2 transów lub spanie. Wybraliśmy 2 opcje :). Na lewo weszliśmy do hotelu i była lux miejscówka za free :) Polak potrafi.
9.7.2008 to moje urodziny- świętować zaczęliśmy nad ranem w barze. Potem pojechaliśmy naszym świeżo wypożyczonym Protonem Wiro (co za cud techniki ;) do ogrodu motyli i ptaków. Szczególnie motyle zrobiły na mnie wrażenie. Po południu obiadek i papa Asi zrobiliśmy a sami w 350km podróż do Jungle pojechaliśmy.
10.07.2008 obudziliśmy się w środku Parku Narodowego Taman Negra. Tu jest najstarszy las równikowy na świecie. Ponad 130 mln lat. Popłynęliśmy łódka przez rzekę i poszliśmy na 5h wycieczkę. Największe wrażenie robiły mosty linowe - 500 m długości! Koniec spaceru to kąpiel w rzece. Co za różnica temp. w stosunku do naszych górskich potoków .... Wieczorem podroż autem nad morze.
11-13.07.2008 Po noclegu w lux hotelu za 49zl (dwójka) rano o 8:40 siedzieliśmy już na łódeczce z 170 HP silniczkiem. Zapierniczała jak Kurczakowy ponton i po 30 min byliśmy na wypas wyspie - Kalas. Nie spodziewałem się, że będzie taki wypas. Mieszkamy w bambus domku na plaży u Pani Qimi. Obok nas są jeszcze 4 takie 2 osobowe domki. Poza tym nic tylko morze i super plaża. A jakie nury - czad. Do tego gospodyni super szame robi i jest naprawdę bardzo mila. Jesteśmy w prowincji gdzie nie ma alk. co zmusiło nas do podroży 40km w poszukiwaniu%. W końcu o 24 zdobyliśmy 7 butelek browaru. Całą sobotę nurki w morzu. Po południu wypożyczyliśmy kajak z zamiarem opłynięcia wyspy, ale wiatr był tak duży, że na otwartym morzu by nas przewróciło, więc zrobiliśmy mniejszą rundę. W niedziele o 16 wyjechaliśmy do Kuala Lumpur – 450km. Nasz Proton osiągnął z jednej górki 160km/h ale Cienias był bardziej stabilny przy takiej prędkości więc zaraz zwolniłem do 120 ?
14.07.2008 Jesteśmy już na Borneo. Lot 2:30h air asia – najtaniej i najbardziej rozrywkowo. Ogólnie to był dzień farta... Najpierw rano w lux hotelu jakiś cymbał Hindus nie zamówił nam transportu na airport wiec ostatecznie wpadliśmy 45min przed odlotem czyli w momencie jak zamykali gate! Wylądowaliśmy na Borneo - Kota Kinabalu i okazało się, że góra na którą chcemy wejść - 4101m ma limitowane wejściówki i trzeba 2 mies. wcześniej rezerwować! (szkoda że słowa o tym nie było w Rough Guide). Jakimś cudem 2 osoby zrezygnowały i mamy miejsce. No i ostatni problem - musieliśmy kupić dla Mag buty górskie i w całym mieście nic. Ja już zrezygnowany i nagle trafiliśmy na sklep Timberland i za 150zl Mag ma wypas trzewiki. Wspinaczkę mamy na 3 dni. Start 16.07 wieczorem 17.07 idziemy z 1800 na 3300. Śpimy na 3300. O 3 rano nas budzą i po ciemku idziemy na szczyt. O wschodzie słońca jesteśmy na szczycie.
15.07.2008 Rano poszliśmy do portu i popłynęliśmy motorówka do Parku Narodowego na wyspach. Ponieważ mocno wiało to trochę poskakaliśmy na falach. Chinki, które z nami płynęły, darły się jak by nie wiem co by się działo. Po 40min byliśmy na wyspie. Całkiem fajna plaża podobno super teren do nurków. Jak dla mnie trochę za dużo ludzi. Poszliśmy też na 3km spacer do sunset point i o 16:30 wróciliśmy do miasta. Wieczorem na targu rybny zjedliśmy zajebiaszczą rybę i kalmara - prosto z grilla. Były wyborne :) tylko drogie.
16.07.2008 Ranek spędzamy na spacerze plażą nie daleko od miasta w którym mieszkaliśmy- Kota Kinabalu. O 14 wyjeżdżamy mini busem w góry. Jazda jest wyjątkowo ciekawa. Panowie, którzy jada z nami pachną jak fiolki a na dodatek po 40min stajemy przy drodze i każdy z pasażerów (a było ich 7) kupuje świeże ryby. Teraz to już nie podróż tylko walka o przetrwanie. Po 2,5h dojeżdżamy do Parku narodowego. Zostajemy zakwaterowani w mountain lodge - mega wypas. W pokoju mieszka francuska (lat. ok50) która zwiedza świat korzystając z możliwości jakie daje Państwo socjalne. Gadamy chyba ze 3h. Okazuje się ze ma apartman w la plagne :))) Dostajemy też mega kolacje która jest w pakiecie wycieczki na szczyt.
17.07.2008 Wstajemy o 7:00 idziemy na śniadanie. O 8:00 jesteśmy już w mini bus który podwozi nas na początek szlaku - 1850m.n.p.m Wydaje się ze szlak jest łatwy tylko 9km na sam szczyt. Jednak różnica wysokości 2250m daje do myślenia. Mamy swoja przewodniczkę (bez niej nie da się wejść na teren PN) Ścieżka pnie się cały czas stromo w gore. Do 2800 (czyli pierwsze 1000m) to nic specjalnego. Ale po przekroczeniu tej wysokości z metra na metr idzie się coraz trudniej. Plecaczki też swoje waża. Magduśka ma zawroty głowy i tetno tak koło 200. Ostatni km pokonujemy w około 1h. Docieramy o 15 do naszej chaty. Taki drewniany bull shit :) na 3323 wysokości. Dostajemy szame wcale nie najgorsza. No i o 19 już leżymy w łóżkach. Ni cholery nie da się zasnąć. Jak nas budzą o 2:15 to mi się wydaje że w ogóle nie spałem.
18-21.07.2008 O 3:15 wyruszamy. Ciemno jak w dupie Malaja! Chmury zasłaniają księżyc wiec jedyny ratunek to lamki. Mamy 2 - jedna moja rowerowa i 2 kupiona w China town. Ścieżka po wielkich kamieniach pnie się ostro w gore. Po 700m zaczyna się regularna wspinaczka - trzymając się liny pniemy się do góry. (cały czas jak na perci akademikow na Babią). Tak idziemy do góry, deszczyk pada wieje jak na Kasprowym i temp. nie przekracza 5C. Malajowie mają czapy jak Ruskie przekupy. Trzęsą się z zimna ?. O 5;45 jesteśmy na szczycie! Widok jest niesamowity. Cale płn. Borneo, kawałek Filipin, wyspy na morzy Południowo-Chinskim! Czad. No i do tego wschód słońca - przeżycie niesamowite. Magduska jest zachwycona, bo kosztowało to ją naprawdę sporo wysiłku! Stoimy tuż nad super przepaścią Gally która ma 1,5km głębokości! Stojąc na krawędzi naprawdę można się delikatnie spękać.... Siedzimy na szczycie i oglądamy jak słońce wschodzi. Jak zaczynamy schodzić dopiero widzimy po czym żeśmy tu po ciemku szli... Czasami bardzo strome ścianki i wystarczyło się poślizgnąć i po zabawie….brrrr O 9 jesteśmy w bazie , szybkie śniadanko i na dół bagatela 1500metrow w pionie. Potem jeszcze szalona jazda autobusem nad morze (2h) jesteśmy w hostelu w Kota Kinabalu. Jutro koniec wyprawy o 15 wylatujemy do KL potem od razu do Singapore. Droga powrotna ma lekkie opóźnienie – Magdy nie zakwalifikowali na lot o 23 i do 4 rano się szwendaliśmy po imprezowniach.(takie są reguły darmowego biletu, że musi być miejsce w aircrafcie). W niedzielę jestem sam pożyczam rower z naszego hotelu żeby jeszcze raz przejechać się tą autostradą w tunelu ;). Tak na serio jadę w drugą stronę na wyspę Ubin. Okazuje się, że cały czas jest wypas trasa rowerowa. Na wyspie jest nawet MTB Park. Wjeżdżam na najtrudniejszą trasę (2diamenty) Mimo tego że mam strucla z supermarketu to wyprzedzam dwóch żółtków na wypasach z XTR. Goście się trochę dziwią, ale techniczna ścieżka nie jest łatwa i sprzęt nie wiele pomaga. Wieczorem po 80km jestem w hotelu. Krótka kąpiel i na lotnisko. Okazuje się, że mój samolot ma opóźnienie bagatela 6h. Kibluję na lotnisku i ostatecznie ląduje w Amsterdamie o 11:30 więc nici ze zwiedzania. O 17 jestem na lotnisku gdzie wita mnie Jasio z Babciami! Co za radocha. Dzięki wszystkim za doping może w przyszłym roku uda się zorganizować podobny wyjazd dla większej brygady!
Mafej

Niedziela w Puszczy Kampinoskiej i na działce Mony

W najbliższą niedzielę kolejna relax wycieczka z Honzik do Kampinosu połączona z wizytacją działki Mony. Obiad dostalismy na wypasie! Dzieki Mona :)

Sobota w Puszczy Bolimowskiej

W ostatnią sobote byliśmy na relaks wycieczce z Jasiem w przyczepce po Puszczy Bolimowskiej. Objechaliśmy dookoła puszczę i dotarliśmy na kiełbaskę z ognicha w Olszance. Jasio szalał niesamowicie! Dostał od swojego starszego brata Marcina dwie wielkie torby zabawek! Dzięki wielkiemu zaangażowaniu SIS i Miko Olszanka wygląda naprawdę nie do poznania! Dzięki Cioci Monie i wujkom Krisowi, Kubie i Jackowi za wspólną wycieczkę.

30 Siorki

18-06 moja droga Siostra kończy 30 lat. Szybko ten czas mija a jeszcze nie dawno pamiętam jak się razem bawiliśmy....więcej zdjęć sprzed 30 lat :)))kliknij tu





















Wizna-rodzinne weselisko

W pieknej okolicy Biebrzy spedzilismy bardzo rozrywkowy weekend. :)

Zlot Burgmanii 2008 - Kaszuby

6-8 czerwca odpoczywaliśmy na Kaszubach na Zlocie Burgmanii. W tym roku zlot był naprawdę duży. Przyjechali ludzie z całej Polski. Był też kolega z Londynu! Atmosfera doskonała tylko my zamiast skutera mieliśmy rowery. Tereny wyborne na bicykl, choć z powodu suszy miejscami piach dawał się we znaki. Jasio szalał z młodymi kolegami skuterowcami. W niedzielę powrót był bezproblemowy i dokładnie na mecz wpadliśmy do domu. Szkoda, że wynik nie dokońca satyfakcjonujący :(. Dziękujemy organizatorom za super przygotowanie.

Janskie Laznie 4 dni aktywnego wypoczynku

Start nie należał do udanych. W warszawie mega korki, padał deszcz a my zapomnieliśmy lekarstw Jasia i musieliśmy krążyć po Wawie w najgorszym tłoku. Ostatecznie o 20 wydostaliśmy się z tego naszego zakorkowanego miasta. Na miejscu byliśmy przed 2 w nocy bardzo zmęczeni trudnymi warunkami jazdy. Ranek przywitał nas deszczem, ale już o 11 przestało padać. Pojechaliśmy zwiedzać Jicin i Cesky Raj. Jasio jeździł w wózku po takich skałach, że nikt nie mógł uwierzyć, ze ten pojazd jest tak dobrze przystosowany do off-road. Wieczorem dotarli Piotrek z Ania i Renatą i razem w 10 osób graliśmy w Ryzyko. Doskonałe piwo niwelowało gorycz porażki :). Rano, tak jak każdego dnia, między 7 a 9-10 śmigałem na bike po okolicach. Niestety nikt nie był w stanie wstać tak wcześnie, więc narzucałem sobie ostre tempo i przyjeżdżałem na śniadanie już zajechany. Druga wycieczka, albo z Magduśką, albo z chłopakami. Teren nie był łatwy. Strome podjazdy i zjazdy mało trawersów. Ostatniego dnia zaliczyliśmy z Piterem jeden z najlepszych zjazdów!!! Ze szczytu koło Spindlerowego Młyna 15km w dół. Było wszystko co można spotkać na zjaździe - szybki asfalt (75,3km/h) szutr, wąska ścieżka z błotem, korzeni, kamienie i piekny single track przez łąkę z dmuchawcami! CZAD! Honzik na wyjeździe wzbudzał zachwyt czeskich kucharek :) Poza tym biega już jak szalony i uwielbia zabawy kamykami. A takie to nowe hobby.

Podlasie MTB - Pure Nature

Super weekend! Start o 7:15 rano w sobote byl podejrzany od poczatku. Mikolaj z Sis zaspali i nie pojechali. Krzysiek, ktory rano wstawac nie lubi byl na czas i we 2 pospiechem do Bialegostoku pojechalismy. Na pelnym luzie spokojnie jadac przejechalismy przez Puszcze Knyszynska i kierujac sie na poludnie zblizalismy sie do Bialowierzy. Po drodze zatrzymalismy sie na mielonego w pobliskim zajezdzie :). Po obiadku nas zlalo i to calkiem niezle. Na szczescie to byl przelotny deszcz i po 30min. jechalismy dalej. Puszcza Bialowieska to prawdziwy rarytas. Kilometrami ciagnie sie dziewiczy piekny las. 15km od celu tuz przed nami przebieglo stado dzikow-nawet przez chwile nam sie cieplo zrobilo ;) Ostatecznie po 118km bylismy na miejscu. Kwatera lux tylko jesc gdzie nie bylo (oprocz 3* hotelu) no ale coz po takim dystansie to bez kolacji ani rusz. Rano piekna pogoda a przed nami juz tylko 50km. Krzys i jego 4 litery odetchnely z ulga :) Najciekawszym momentem byla granica z Cesarstwem Lukaszenki. Probowalismy forsowac ale SG nas zlokalizowali i bylo po zabawie. Kolo 17 bylismy juz w Wawie. Next MTB weekend juz za miesiac w Gorcach!!!

Majówka w Jęczniku

Majówka, choć może nie zbyt udana pogodowo to napewno bardzo sympatyczna a to za sprawą Frau Alicji i jej super przyjaznego Pensjonatu. Pierwszy raz byliśmy w Jęczniku po otwarciu domu. Warunki są naprawdę bardzo dobre a śniadania najlepsze jakie tylko można sobie wyobrazić! Rano Grusza już czekał na składane zamówienie to na parówki to na jajcówe. Mr. Krzysztof był w niebo wzięty. Nareszcie nie chodził głodny. Honz eksplorował ogród i salon- najbardziej chyba polubił żwirek z tarasu. Prawda, że mniam. Mała Matrona z Magduśką codziennie jeździły na rowerach dookoła okolicznych jezior. Ogólnie sielanka i wypoczynek. Ach no i bym zapomniał był też wypad do Mr. Czyża i Justyny do krutyni na Jogę. Niestety w sobotę po połudnu musieliśmy wyjechać na wesele do Gostynina. W niedzielę z Gostynina do Błonia zrobiłem bardzo fajną wycieczkę wzdłuż Wisły. 108km w 4:40 to całkiem niezłe tempo, ale był też czas na podziwianie widoków. Serdecznie dziękuję całej Grusznej rodzinie za miło spędzony czas - na pewno wrócimy.

Ostatnie chwile kawalera Wojtka :)

Dwa trudnie dni czekały na nas. Musieliśmy wyprawić Wojtkowi ostatnia męską imprezę. Wybraliśmy się w góry Świętokrzyskie, gdzie pomimo zimna przy ognisku zrobiliśmy męską imprezę. Czyli - wódka, kiełbasa i szabla :) Efekty możecie zobaczyć na zdjęciach...

Prawdziwe PARADI-SKI

Wczoraj wrócilismy z extra wyjazdu z francuskich alp. Siedem dni szaleliśmy po zaśnieżonych stokach. Czasami przewyższenia przekraczały 2000m na jednym zjeździe. Wspaniała pogoda - słonce i swieży śnieg. To wszystko tak nas nakreciło, że jeździliśmy od 9 rano do 17:30!!! rzadko kiedy robiliśmy przerwe... :). Wyobraź sobie, że wychodzisz z drewnianego domku wprost na trasę naciarską. Zjeżdżasz 200m i wsiadasz na krzesło. Wyciągami i trasami wędrujesz kilkanaście kilometrów od domu. W końcu docierasz na szczyt 3226 m.n.p.m. Jesteś w Les Arc na Agille Rouge. W koło nie ma już nic wyższego - stoisz na dachu świata. W każdą strone patrząc w dól stroma ściana. Najstromsza, poprzerywana skalami ściana jest zaraz za tabliczką "Mortal Danger" i wymownym obrazkiem trupiej czachy. Czy już wiesz gdzie sie kierujemy...? Tak! Omijamy tabliczkę i jedziemy wprost w paszczę otchlani! Za mna Siora i Mikolaj. Wszyscy dygają, ale nie ma już powrotu:). Śmigamy w świeżym śniegu, który osypuje się i spada z nami w dól. W końcu przedostajemy się do wąwozu. Teraz już bezpieczniej zjeżdżamy fantastycznym off piste z 3226 na 2000m. To był mega zjazd. Powtórzony 3 dni pózniej z Miko. :) Oprócz tego zjazdu było naprawdę pełno wspaniałej jazdy. Doborowe towrzystwo i super amosfera. Strasznie dziekuję Mamuśce za pełne zaangazowanie i opiekę nad Jaśkiem - bez Ciebie wyjazdu by nie bylo. Dzięki też za cierpliwość i wyrozumiałość dla Jasia. Hope do zobaczenie wkrótce. Na koniec serdecznie witam trójke nowych/starych szaleńców :) Marcina Czyża, Justynę i Kajetana!!! Wkrótce będziecie jako pełnoprawni członkowie na stronie o nas :) Agille Rouge - avalanche Snowboard damage Pullver trio First pullver track Smakowy rzez No comments Wawoz Kanion Coming soon Camera oparator killer Honzik na 1 spacerze Mortal danger(19MB) Mortal danger2(18MB) Slad(10MB)
Mapa
Nasz dom na mapie miasteczka (C34)













St.Anton genialny-off piste

Ci którzy jeżdżą na nartach wiedzą, że jazda w świeżym śniegu po pas to marzenie każdego narciarza. Jeśli jeszcze oprócz puchu jest słońce to już lepiej być nie może. Tak właśnie było w Lech/Zurs/St.Anton. Najpierw padało potem słońce potem znów padało (i to jak!!) i ostatnie 3 dni lampa! Lepszych warunków nie jestem w stanie sobie wyobrazić. YEA! Do tego brygada istnych wariatów - Mikołaj, Grusza, Siora, Jacek i Ja. Na tym wyjeździe nie było czasu na wygrzewanie się w słońcu czy picie browarów na stoku. To był prawdziwy rzez od 8:30 do 17:15! Zajawka na jazdę jak u małych dziciaków total odlot. Ośrodek St.Anton to jeden z najlepszych ośrodków jakie znam. W Kategorii off-piste absolutnie the best. Możliwości jeżdżenia poza trasą są nie do wyczerpania. Bardzo popularny tzw. Alpine Gefart - czyli jazda bez oznaczonej trasy w zupełnie inną część gór i powrót skibusem. Dziękuję bardzo super zgranej brygadzie i chciałem oficjalnie powitać Jacka. Ten gość jest ostrym zgrzańcem ale sami zobaczycie wkrótce! Polecam do obejrzenia filmiki:
film-1 film-2 film-3 film-4 film-5 film-6(18MB) film-7(17MB) film-8(18MB)





Gierałtów 2007

Wyjazd familijny między świętami zaliczyliśmy do Kotliny Kłodzkiej. Mieszkaliśmy w Agro"Stanicy" w małej miejscowości koło Stronia. Pogoda dopisała i dzięki temu Honzik kilka razy zjechał na sankach z Czarnej Góry i innych okolicznych masywów. Bardzo mu się podobało co można zaobaczyć na zdjęciach. Na zjazdówkach raczej nie poszaleliśmy, gdyż śniegu było nie za dużo a ludzi wręcz odwrotnie. Za to musze przyznać, że Magduśka polubiła biegówki. Czekamy teraz na śnieg na Mazowszu i razem się gdzieś wybierzemy.