mafej x-Ventures

2009.10 Jesienne Mazowsze


Wszystkim, którzy kochają Polskę polecam obejrzenie albumu pt. "Jesienne Mazowsze widziane okiem Dziadka Karpia z Texasu". Czasami warto spojrzeć na świat z innej perspektywy, aby docenić to co ma się w zasięgu ręki bo nie każdy ma tyle szczęścia.

2003.09 Skuterem do Grecji relacja







Polecam na długie jesienne wieczory relację z największej wyprawy skuterowej 2003 roku. Mafej i Magda (Yamaha Majesty 250) oraz Grusza (Honda Helix 250) wybrali się na skuterach do Grecji. Pokonali łącznie 4,5 tys km. Z tego co nam wiadomo, w tamtych czasach nikt z Polski nie pojechał skuterem tak daleko. Przeczytaj obszerną relację!

2009.11.06-11.08 - Szczytna

Ten wyjazd od poczatku jakos sie nie kleil... Najpierw nie bylo chetnych na wspolny wypad, ostatecznie pojechalismy sami, ale po dwoch dniach juz jestesmy w domu. A to dlatego, ze Jasio w sobote wieczorem dostal wysokiej goraczki, ktora mimo leczenia nie spadla. Nie bylo sensu siedziec na miejscu jak i tak na dwor nie moglibysmy wyjsc. W drodze powrotnej na Katowickiej po ponad 2 latach jazdy 307 dowiedzialem sie, ze ma system awaryjnego hamowania, ktory uruchamia swiatla awaryjne. Sytuacja byla bardzo nie mila - pijany pieszy na srodku lewego pasa. Trzeba przyznac ze dawno sie tak strachu nie najadlem. Szczesliwie udalo sie debila ominac. Jutro ide z Jaskiem do lekarza.

2009.10.24-25 - Kampinos

GPSies - 10/25/2009 (Duration: 06:55:07)
Środek jesieni to doskonały czas na spacery i wycieczki po Kampinosie. Piękne kolory liści, spowite mgłą łąki i stosunkowo nie duży ruch w PN zachęcają do odwiedzin. Korzystając z chwili wolnego czasu dwa razy wybraliśmy się do lasu. W sobotę solo przemierzyłem rowerem bliższe Warszawy tereny. W niedzielę pojechaliśmy na rodzinny spacer. Jasio początkowo bał się wilka w lesie, ale po chwili zapomniał o niebezpieczeństwach i biegał po ścieżkach jak szalony. Po spacerze w Lipkowie czekało już 4 bajkerów - Rysio, Sitar, Wojtek i Albert. Wyruszyliśmy w stroną dębu Kobendzy. Wybieraliśmy trasy mało znane co spowodowało, że parę razy przejazd nie należał do łatwych. Na uwagę zasługuje jeszcze rosół Sitara z termosu i moja kanapka z łososiem :). Ostatecznie o 18:30 wróciliśmy na miejsce startu. Tego dnia największym pechowcem był Wojtek. Najpierw złapał dętkę po najechaniu na mega gwóźdź, potem zgubił się w miejscu, gdzie nie było zasięgu i 8km krążył po lesie. Żeby tego było mało 4km od mety, po ciemku wpadł w mega dziurę i scentrował całkowicie przednie koło. Oj było wesoło - dzięki za wspólny wypad i do następnego!

2009.10.17 - Imprezka

Korzystając z okazji, że większość znajomych była w wawie zorganizowaliśmy z Magduśką imprezkę. Było sporo gości i fajna zabawa. Niestety jak to w naszym wieku o 24 imreza się skończyła... aż strach się bać co będzie za 2-3lata jak wszyscy będą mieli dzieciaki... Dzięki za przybycie any way!

2009.10.02-04 - Odyseja Zakrzewska



Wyniki - mamy 17 miejsce !
Poniżej przedstawiam wywiad z Ewą Kucińską, która pierwszy raz startowała w tego typu imprezie:
Mafej: Jakie są pierwsze wrażenia po zakończeniu imprezy?
Ewa: Początkowo nie wierzyłam, że mi się uda. Kiedy zobaczyłam tłum rowerzystów w profesjonalnych strojach, każdy upychał batony energetyczne do kieszeni, dolewał do wody specjalne żele energetyzujące ... Pomyślałam co ja tu robię...??? Mafej: Ale strach ma wielkie oczy? Co się działo po starcie?
Ewa: Jeszcze przed startem tłum rzucił się po mapy - podstawą w Odyseji jest optymalne ustalenie trasy. Ma się na to jedynie 10min - dlatego taka walka. Potem jak już ruszyliśmy było zupełnie inaczej. Jechaliśmy swoim tempem tak, żeby zdołać dotrzeć do mety.
Mafej: I jak udało się?
Ewa: Tak - poszło całkiem dobrze. Czasami pod górę trzeba było poprowadzić rower, ale potem w nagrodę takie zjazdy.... ullala - nigdy nie myślałam, że można jechać na rowerze 60km/h po łące...;)
Mafej: 60km/h to już naprawdę duża prędkość. Nie bałaś się co się stanie w razie upadku?
Ewa: Adrenalina była tak wysoka, że nie myśli się w takim momencie o upadku. Wszystko o czym myślisz to koncentracja na trasie przed sobą.
Mafej: Odyseja to rajd na orientację. Jak z tym sobie dałaś radę?
Ewa: Od nawigacji był mój kolega Rysiek, który bezbłędnie czytał mapę i doprowadził nas na metę!
Mafej: Gratuluję ukończenia i liczę na udział w przyszłym roku. Dzięki za udzielenie wywiadu na gorąco po imprezie.
Ewa: Dzięki i do zoo za rok.

2009.09.25-29 - Tatry - Hiking

Ostro rozpoczął się nasz 3 dniowy weekend. Jeden z uczestników naszej wyprawy miał problemy żołądkowe, które w połączeniu z jazdą zakopianką camperem źle się skończyły. Na szczęście nocleg na przełęczy pod Zdiarem na SK okazał się zbawienny i rano wszystko było już ok. Pierwszego dnia pojechaliśmy kolejką na Hrebieniok, skąd poszliśmy na 2h spacer do schroniska. Jasio doskonale sobie radził na piargach. Bardzo interesował się też strumykami. Ze schroniska chłopaki poszli długi wariant a ja z Jasiem wróciłem do Bubu dom i pojechaliśmy na 30km przejażdżkę rowerem. Wieczorem podjechaliśmy do Popradzkiego Plesa. Nocowaliśmy na parkingu na 1350m.n.p.m. Koło 22 mieliśmy wizytację turysty z Polski, który skręcił nogę a kompani zostawili go na pastwę niedzwiedzi.... prawdziwi przyjaciele. Rano w niedzielę Wojtek z Kris i Kubą poszli na Rysy. Ja z Jasiem zrobiliśmy wspaniałą wycieczkę na cmentarz symboliczny ludzi, którzy polegli w górach i nad jeziorko pod Rysami. Jaś był bardzo szczęśliwy z wyprawy wąską ścieżką. Biegł przede mną wołając "Szybki szalony Janio pędzi". Obiad zjedliśmy w Popradzie, gdzie przyjechaliśmy na rowerze. Wracaliśmy do Campera elektricką - bardzo się Jasiowi podobała ta godzinna przejażdżka. Wieczorem odebraliśmy wujków z Łysej Polany i spaliśmy pod schroniskiem na Głodówce. W poniedziałek weszliśmy na górkę koło Jaszczurówki i zaliczyliśmy super baseny termalne w Bukowinie Tatrzańskiej. Pogoda była wspaniała i ogólnie wyjazd aktywny, ale też trochę wakacyjny! Dzięki i do następnego.

2009.09.18-20 - Pierkunowo

Dwa dni spędziliśmy w uroczym domu na Mazurach. Dziękujemy Gruszy za zaproszenie. Dla nas był to chleb powszedni dla Gruszy mógł być lekki szok - cała rodzina MagMafejów i On sam. Muszę powiedzieć, że świetnie dał sobie z nami radę i nie pozwolił Jaśkowi wejść na głowę!

2009.08.28-30 - Sowa MTB

Film-Albert w błocie :)
Film-Gleba Sitara
Wyjątkowo hardcore było na tym weekendzie. Początkowo Albert przewrócił się w wielkie bagno....po krótkim czyszczeniu mogliśmy jednak jechać dalej. Niestety to był dopiero początek. Na 30km trasy ze zjazdu z Wielkiej Sowy bardzo niebezpieczny upadek przy prędkości około 50km/h zakończył rowerowo weekend Alberta. Biedak cały poobcierany, z pękniętym kaskiem został odprowadzony przez nas do schroniska. Ja z Sitarem wróciliśmy po auto. Dodatkowe km tego dnia spowodowały, że już po zmierzchu dotarliśmy do Andrzejówki. Byliśmy bardzo zmęczeni po 92km jazdy tylko ścieżkami górskimi. Trzeba przyznać, że trasy w okolicy Głuszycy należą do najlepszych w Polsce. Wspaniałe techniczne zjazdy, single track, dość dobre oznakowanie to wszystko sprawiło, że z wielką radością wypiliśmy po browarze i poszliśmy spać. W niedzielę na 5 km Arek przewrócił się w momencie jak nagrywałem mu film. Początkowo wydawało się, że nic takiego się nie stało ale ostatecznie wyglądał podobnie jak Albert. Koło 16 spotkaliśmy się w Bielawie i wróciliśmy autem do domu. Jechałem z takimi dwoma "emerytami" po przejściach .... ;) Ogólnie tereny super, pogoda oprócz sobotniego poranka też lux więc weekend MTB był świetnym treningiem przed Odyseją!




2009.07.24-08.23 France Camper Trip

Fotorelacja
Film - Canyon Verdon
Wydawałoby się, że miesiąc to czasu bezkres i może i tak było, ale się jakoś szybko skończyło :(((. Były to zupełnie inne wakacje od tych jakie do tej pory mieliśmy i na pewno będziemy je pamiętać zawsze. Można porównać ta wyprawę do wyjazdu do Grecji skuterami. Pełna zajawka i wielka determinacja. Wrażeń mnóstwo dla nas i dla chłopaków. Przygotowania trwały ponad 3 miesiące wszystko po to, żeby miesiąc bez stresu podróżować spokojnie po najpiękniejszych rejonach Francji. Teraz krótka relacja z miejsc jakie odwiedziliśmy. Wyruszyliśmy w sobotę koło południa. Pierwszy nocleg - pierwsze problemy. Akumulator rozładowany - ledwo udało nam się umyć.... Okazało się, że nie ma ładowania. Następnego dnia kupiliśmy nowy akumulator i już bez problemu podróżowaliśmy w stronę Berlina. Po spędzeniu wieczoru i połowy dnia na pojezierzu koło Poczdamu wyruszyliśmy do miejscowości Weimar. To typowe nie wielkie Niemieckie miasteczko z piękną starówką i katedrą. Na nocleg dotarliśmy w okolice Koblencji. Następnego dnia zrobiliśmy wycieczkę na zamek Eltz - Jasio przeszedł 5 km ścieżką po górkach, wieczorem dotarliśmy do Szwajcarii Luksemburskiej. To pagórkowata kraina poprzecinana wąwozami w których są niesamowite formacje skał. Można to porównać do Słowackiego raju. Jadąc dalej w stronę Szampanii w Belgii mieliśmy przygodę z szybą w alkowie. Ruszając z parkingu zapomnieliśmy jej zamknąć i odfrunęła nam na autostradzie. Wielkie szczęście, że udało mi się ją znaleźć i przy pomocy szarej taśmy jako taką się trzymała.... Do Paryża dotarliśmy po 5 dniach. Zostaliśmy serdecznie przyjęci przez kolegę Maćka. Nie dość, że naprawił nam samochód to jeszcze ugościł winem i szamą oraz noclegiem. Magduśka była zachwycona Paryżem choć trzeba przyznać, że jedynie zobaczyliśmy najważniejsze miejsca. Wrócimy kiedyś tam bez destruktorów :). Po objechaniu łuku triumfalnego (szczęście, że 6 z 12 pasów było w remoncie) wyruszyliśmy do Normandii. Deszcz towarzyszył nam przez całą 300km trasę. Pod wieczór dotarliśmy do słynnego Saint Michel. Niesamowite miejsce szczególnie, że udało nam się nocować pod samą wyspą z niesamowitym widokiem z okna naszego BubuDom. Dalej trasa prowadziła do Bretanii w okolice Duran, gdzie nocowaliśmy na uroczym kepingu przez 3 dni. Zupełnie inna kutura i historia tego regionu powoduje, że czujesz się bardziej jakbyś był w Irlandii/Szkocji niż we Francji. Celtyckie domy i średniowieczne starówki w każdym miasteczku. Do tego malownicze pagórki, wspaniałe plaże i owoce morza wszystko to sprawia, że jest to super teren idealny na aktywne wakacje. Nie będę już wspominał o sieci tras rowerowych w Bretanii i ich jakości.... jesteśmy w średniowieczu jeszcze :(. Czwartą noc w Bretanii spędziliśmy na farmie z przewodnika France Passion. Pięknie usytułowane gospodarstwo nad samym kanałem Brest-Nantes. Basen, knajpa i cisza na dodatek wszystko za free :))). Nie zapomnę widoku francuzów, którzy na zacumowanych swoich wypasionych jachtach jedli kolację popijając szampanem :). Dalej nasza trasa prowadziła już na południe. Na jeden dzień zatrzymaliśmy się koło Croix, żeby odwiedzić Oceanarium. Jaśkowi bardzo podobały się różne ryby jakie tam zobaczył. Chyba nie wiedział, że ryba może być taaaak wielka :) Nocowaliśmy znów na farmie tym razem specjalizującej się w hodowli zwierzaków. Były kozy, kaczki, świnki, owce ba nawet osioł. Następnego dnia dotarliśmy w okolice Boredeaux. Chcieliśmy skrócić sobie drogę i popłyneliśmy promem. Nie było to tanie. 45minutowy rejs kosztował 200zł :( ale zaoszczędziliśmy 100km i Jasio miał dodatkową atrakcję - płynął wielkim statkiem! Wylądowaliśmy na kempingu surferowców w totalnej głuszy. Miało to wielką zaletę - nie było dużo ludzi. Ocean super - duże fale, plaża szerokośći 200-500m (w zależności o stanu morza) no i te wielkie 100m wydmy. Dookoła lasy sosnowe i mnóstwo tras rowerowych. Kemping z niesamowitym klimatem. Ludzie z całej europy, freeki, wyczesy i inni tacy dla których całe życie to surf! YEA - rzezmani! Jasio zaprzyjaźnił się z dwoma młodymi niemkami. Wymieniał się z nimi zabawkami - szczególnie lubił mały ich smochód na pedały. Pogoda po 2 dniach się załamała i wykorzystaliśmy deszczowy dzień, żeby pojechać jeszcze bardziej na południe do kraju Basków. Tam jest znów zupełnie inaczej. Białe domki z czerwonymi dachami, ludzie jakby bardziej przypominali południowców. Chcieliśmy zostać tam na kempingu, ale czegoś takiego jeszcze nie widziałem - objechaliśmy 15 kemp. i nigdzie nie było miejsca! Ostatecznie wróciliśmy na dziką plażę, gdzie było miejsce postoju dla Camperów i za free przespaliśmy się nad samym oceanem 2 noce! :) - Kamper rules! Było to w okolicach Biarritz. Ocean tam jest już ciepły - 22C więc Jasio miał wielką radość z kąpieli na falach. Ja sobie trochę posurfowałem. Później pojechaliśmy do Lourd w Pireneje - 150km. Magduśka odwiedziła świątynię a ja zaliczyłem kilka extra tras rowerowych po okolicy. Na zwiedzanie dokładne Pirenejów mieliśmy mało czasu. Dwa dni spędziliśmy w małym miasteczku Voix. Prawie się zajechałem wciągając Jaśka w przyczepce na jedną z przełęczy. Byliśmy też na kilku spacerach po okolicy. Góry są wspaniałe - bardzo dzikie i na pewno tam jeszcze wrócę. Dalej trasę wybraliśmy przez Carcasson nad morze śródziemne. Wylądowaliśmy na parkingu dla Kamperów w zatoczce koło miejscwości Narbonne. Jasio miał wielką radochę bo woda w zatoce miała 30cm głębokości więc jeździł po morzu na rowerze :). Okoliczne pagórki z winnicami i lasem piniowym urzekły nas pięknym zapachem i dźwiękami cyklad. Znów po okolicy poprowadzono setki kilometrów tras rowerowych. Po 3 tygodniach pobytu we francji nie dziwił mnie już widok 60-70 latków którzy o 7 rano biegali/ jeździli na rowerach/ rolkach po okolicy. Na pewno mają super warunki do tego, ale w Polsce też jest pełno doskonałych miejsc tylko jakoś nam brakuje zapału, a szkoda może więcej było by w nas chęci życia i radości....:( Pożegnaliśmy morze i wyruszyliśmy do Langwedocji i Prowansji. Langwedocja słynie z Lawendowych pól jest też najmniej zaludnionym terenem Francji. Zatrzymaliśmy się na godzinę na kąpiel pod słynnym akweduktem rzymskim - Pont du Gare. Przeszliśmy się po starówce Awinion i na noc dojechaliśmy na farmę pod Mount Ventoux.Jest to mekka kolarzy z całego świata. Jeden z etapów TDF kończy się właśnie na szczycie góry -1912m. Podjazd jest naprawdę hard core. Ma 19km i 1600m różnicy poziomów. Nasz poczciwy fiacik musiał mieć 4 przerwy, żeby dotrzeć na szczyt. Wiele razy jechaliśmy na pierwszym biegu! Wrażenie jest niesamowite - ze szczytu widać Alpy i Pireneje!!!, całą Prowansję i Langwedocję. Do tego co chwilę na szczyt dociera kolejny rowerzysta. Muszę przyznać, że będę musiał jeszcze tam wrócić i spróbować pokonać tą górę :))). Dalej zwiedzaliśmy Prowansję. Znów mieliśmy wrażenie, że to kolejny kraj. Przepiękne miasteczka, ciasne uliczki, domy zbudowane z piaskowców, winnice, pola lawendy, zamki na każdej górce. Przepięknie. Dwa dni spaliśmy w Volx na malutkim kempingu z Basenem. Dalsza trasa wiodła przez kanion Verdon. Widoki jaki i droga zapierają dech. Wąska droga a pod nami 500m przepaść. Jazda na rowerze wzdłuż skarpy pozostanie na długie lata w pamięci. Planowaliśmy kąpiel w rzece, ale akazała się tak zimna, że sobie odpuściliśmy :). Z Verdon przedzieraliśmy się przez góry do Briancon. Po drodze widzieliśmy niesamowity sztuczny zalew, który głęboko wrzynał się w góry. Briancon to najwyżej w Europie położone miasto (1350m). Jasiowi szczególnie przypadł do gustu plac zabaw w parku miejskim. Wieczorem wyruszyliśmy nad Gardę. 350 km poknaliśmy w 4h i o 3 w nocy byliśmy na miejscu. Zamieszkaliśmy na malutkim campingu niedaleko jeziora Ledro. Byliśmy zdziwieni cenami we włoszech. Praktycznie wszystko droższe niż we Francji (ropa 1,15EUR we Francji 0,95-1,05EUR, Kemping 35EUR we Francji 11-23EUR, jedynie jedzenie w knajpach w podobnych cenach). Okolice Gardy to super miejce na rower. Wymaga jednak super przygotowania kondycyjnego. Rano wybrałem się na trasę bike xtreme. Ma 50km długości i 2800m przewyższenia. Trasa prowadzi po skalistej grani po której zjeżdża się w 1900m na 1200m. Jest to wąska szutrówka z licznymi serpentynami, tunelami i przepaściami. Na dole co chwilę widać jezioro z błękitną wodą! CZAD! W sobotę koło 13 wyruszyliśmy do domu. Chłopaki bardzo dzielnie znieśli długą podróż. Wydaje mi się, że Jasio powoli kończy bunt dwulatka. Zrobił się dużo bardziej dojrzały. Więcej da mu się wytłumaczyć i nie reaguje płaczem na wszystko czego mu nie wolno. Camper sprawdził się doskonale. Zdecydowaliśmy się, że go nie sprzedajemy przez przynajmniej najbliższy rok. Następna wyprawa do Umbrii i Toskanii może jeszcze w tym roku.... :)))

2009.07 Banica

Trzydniowy weekend lipcowy spędziliśmy w magicznym miejscu jakim jest schronisko w Banicy! Brygada była całkiem duża 10 osób + dwóch malców. Na miejsce dotarliśmy koło 23:30. Gospodarz jeszcze na nas czekał:) Rano wybraliśmy sie koło 11 na pierwszą trasę rowerową. Szybko okazało się, że padające przez ostatni miesiąc deszcze wykluczyły większość szlaków z turystyki rowerowej - błoto było straszne!!! Karpiu dzielnie dorównywał młodzieży a na asfalcie nawet nas przeganiał :) Wieczorem wspólnie siedliśmy przy piwie, które po całodziennym wysiłku smakowało wyśmienicie. Na tym wyjeździe pierwszy raz od 15 lat spotkaliśmy się z Pawłem Przeniosło, poznaliśmy też kolegę Krzyśka. Chłopaki okazali się twardymi bajkierami :) witamy w klubie. Sobota i niedziela upłyneła na zabawach z Jaśkiem, wycieczce rowerowej na granicę i do stadniny koni Huculskich oraz na świętowaniu moich urodzin. Serdecznie dziękuję szczególnie Magduśce za pyszne ciacho!!! Jasio w niedzielę ostro wyeksploatował dziadka ;) Więcej zdjęć wkrótce.

2009.07.04 Ślub Kuby i Mony

W ostatni weekend mieliśmy zaszczyt gościć na weselu Mony i Kuby! Doskonała impreza. Tańce do samego rana. Państwo młodzi wyglądali przepięknie. Początkowo w kościele byli trochę spięci, ale już na schodach przed wyjściem cały stres zniknął i od tego momentu wszyscy z uśmiechem na twarzach szaleli. Pan Witaszek serwował wyśmienite jedzenie, a DJ rozkręcił imprezę do czerwoności swoim słynnym maratonem tańca :))). Rewelacyjne było też karaoke :) Serdeczne gratulacje - Mafeje














2009.06.25-28 Mazury Camper trip

Niestety z powodu kontuzji Karpia Kotlina MTB nie odbyła się. W zamian byliśmy na 3 dniowej tułaczce po Mazurach. Najpierw zostaliśmy specjalnie ugoszczeni przez Drogą Panią Alicję w Jęczniku. Drugi dzień spędziliśmy na biwaku w Puszczy Piskiej. W sobotę wieczorem dotarliśmy do Pierkunowa, gdzie razem z Wójkiem Gruszą i Ciocią Maleńką łapaliśmy ryby :) W niedziele o świcie objechałem jezioro - 63km po mokrych szutrówkach było dość męczące, ale widoki wynagrodziły trudy trasy. Dziękujemy za gościnę Gruszniakom i Frau Alicji. Do zoo jesienią.

2009.06.21 Chrziny Julka

21 czerwca o godzinie 13:00 w Kościele na Pl.Narutowicza odbył się Chrzest Julka. Serdecznie dziękujemy wszystkim za przybycie. Szczególne wyrazy uznania za organizację i przygotowania dla Dziadków! Zdjęcia wkrótce.

2009.06.10-15 Podlasie Camper Trip

Pierwszy test campera za nami. To zupelnie nowe doswiadczenie. Wielka swoboda i niezaleznosc. Mozna wziac prysznic na parkingu pod supermarketem albo ugotowac obiad na polu zboza :) Bawilismy sie wspaniale - auto jest extra i mozemy spokojnie planowac wakacje. Dziekujemy Sitarom, i Piotrce z Ania za doborowe towarzystwo, udostepnienie parkingu, obiadki i wszystko!!!

2009.05.30 Waypoint Race - Pruszków

Zawody były wyjątkowo extremalne a to z powodu pogody. Lało bez przerwy przez ponad 4h. Na starcie pojawiło się 3 śmiałków x-ventures - Justyna, Kris i Ja. O 10:30 po triumfalnym przejeździe przez Pruszków całym peletonym sędzia dał znak do startu. Do zaliczenia było 12pkt. kontrolnych. Ja wybrałem trasę przeciwnie do wskazówek zegara. Pierwsze cztery punkty jechałem z kolegami z Cyklomaniaka - tempo na asfalcie 35-40km/h było naprawdę bardzo wymagające. W Podkowie Leśnej stwierdziłem, że wolę inną kolejność zaliczania punktów i podziękowałem zawodowcom. Od tej pory już sam zaliczałem kolejne punkty. Lało niemiłosiernie i drogi gruntowe wyglądały po chwili jak jedno wielkie bagno. Starałem się jechać asfaltami. O 15:30 po 110km zameldowałem się na mecie. Okazało się, że jestem 40min za 1 zawodnikiem. To dobry rezultat. Jeszcze lepszym wynikiem może pochwalić się Justyna, która zajęła 3 miejsce w kategorii FUN wśród kobiet! Jak na debiut to SUPER! Ogólnie zawody doskonale zorganizowane, trasa ciekawa i zróżnicowana. Trzeba przyznać, że impreza nastawiona nie tylko na zawodowców, ale przede wszystkim na amatorów i rodziny. Za rok startuję z Honzikiem.
Zobaczcie na wyniki mam 9 miejsce !!!- LIVE RECORD :)))

2009.05.22-25 Berchtesgaden

Info o regionie
Przy okazji misji - Camper spędziliśmy wspaniały weekend w Parku Narodowym Berchtesgaden na granicy Niemiecko-Austryjackiej. Na miejscu byliśmy o 6:30 rano. 2,5h drzemka na karimatach pod gołym niebem i już jesteśmy gotowi na wyprawę. Składamy rowery, rozkładamy namiot na campingu i w drogę. Najpierw przejeżdżamy koło pięknego jeziora Hintersee. Następnie pniemy się droga na przełęcz na granicy A/D. Jest gorąco a nachylenie przekracza 15%. Co jakiś czas wyprzedzają nas lokalni bikerzy. Na przełęczy głowa do wiadra z wodą dla ochłody. W pewnym momencie przechodzi koło nas młody rzezman z nartami tourowymi na plecach. Idzie w butach narciarskich! Pewnie wspina się na okoliczny szczyt (2700m.n.p.m) skąd zjedzie jakimś wypasowym żlebem. Co tu się dzieje??? Patrzymy na siebie z niedowierzaniem. Przecież jest +28C i słońce praży jak na Karaibach! Pierwsze metry zjazdu powodują, że zapominamy o nartach a skupiamy się na trasie przed przednim kołem.... Piękna szutrówka spada mocno w dół, powyżej 40km/h ma się wrażenie, że się już nie kontroluje roweru. Jedno spojrzenie w górę a przed nami prawie trzytysięczniki w śniegu. Coś pięknego. Po 12km jesteśmy w Lofer. Mała Austryjacka miejscowość pod Taurami. Teraz jedziemy wąską ścieżką wzdłuż rwącego potoku. Widoki zapierają dech. Żeby wrócić do obozu musimy kolejny raz wspiąć się na przełęcz. Ty razem podjazd jest szutrem, to co czeka nas po drugiej stronie to już prawdziwe eldorado. Kręta szutrowa droga na skraju przepaści z tunelami i ostrymi zakrętami. Zjeżdżamy rytmicznie wchodząc ze skrętu w skręt. Najmniejszy błąd może się skończyć tragicznie. Adrenalina jest tak wysoka, że Maleńki jeszcze przez 2h później jest cały spięty. Dopiero piwo wieczorne na karimacie pod namiotem z oczami ślepo wpatrzonymi w gwiazdy rozładowuje emocje tego dnia. W niedzielę jedziemy na eskapadę w niższe partie gór. Trasa jest łatwiejsza i mniej widowiskowa, ale też bardzo ładna. Wieczorem samochodem podróżujemy już do Monachium. Po zakupie campera mamy jeszcze 3h na nocny spacer po centrum miasta. W poniedziałek rano wyruszamy do Warszawy. Podróż 15h jest dość męcząca, ale wrażenia z weekendu nie pozwalają nam zasnąć. Dzięki dla Gruszy i Maleńkiego za wspaniały weekend i pomoc.

2009.05.16-17 Płock

Dzięki gościnności Krzyśka i Justyny spędziliśmy miło weekend w Płocku. W sobotę była wizyta w zoo, gdzie Jasio z Piotrkiem oglądali różne zwierzaki. W niedziele o 6 nad ranem wybraliśmy się z Sitarem na szybką 60 :) było bardzo sympatycznie, choć Sitar cierpiał początkowo na częstą przypadłość ;) Po południu z Jasiem przejechaliśmy wzdłuż Wisły w stronę wyszogrodu 30km. Jasio próbował wydoić krowę, ale....uciekła.

2009.05.08-09 Łochów DyMno - 18h walki na bike,run,kajak

To byl mega hard rajd. Nigdy nie zajechalismy sie tak jak tu. Dzis czuje sie jak przejechany walcem. Mozna zadac sobie pytanie po co to? Ale ja nie mam problemu z odpowiedzia na to pytanie. 18h wspanialej przygody!! Od 7 rano do 1 w nocy. 8h roweru 7h kajaka i 3h biegu. Ostatecznie zajeliśmy 20 miejsce na 33 startujących. (27 załóg ukończyło rajd) Nie jest źle, ale na pewno moglismy sporo lepiej ...

2009.05 Julek 1 miesiąc

Dziś Julek kończy pierwszy miesiąć na tym pięknym Świecie. Można powiedzieć, że już zdążył się wstępnie zaaklimatyzować :) Wydaje mi się, że powoli zyskuje już aprobatę starszego brata. Niedługo rozpocznie pierwsze podróże :) Więcej możecie znaleźć na dedykowanej stronie.

2009.05.04 Podkowa Leśna

Poniedziałek miałem wolny i całą rodzinką spędziliśmy miły dzionek. Atrakcji nie zabrakło szczególnie Jaśkowi bo wybraliśmy się do muzeum starych samochodów w Otrębusach. Udało nam się też znaleźć 10min na kawę i ciastko a proszę mi wieżyć, że przy 2 dzieci to nie jest łatwe... :)))

2009.04.30-05.3 Teremiski

Trzy dni spędzilismy w słonecznych Teremiskach. Ta malutka wioska jest położona 5km od Białowieży. Dzięki kontaktom Karpia mieliśmy do dyspozycji naprawdę lux dom. (jeszcze tam wrócimy). Pierwszego dnia wybraliśmy się na rowerach na przejażdżkę po Puszczy. Ja z Jaśkiem zaliczyliśmy też przejazd kolejką wąskotorową - super dla dzieciaków. W sobotę o 5 rano z Sitarem tropiliśmy żubry, ale ostatecznie spotkaliśmy tylko dziki i łanie ;). Po południu bylismy nad Zalewem Siemianówka. Jasio pierwszy raz w życiu brał udział we fragmencie maratonu rowerowego :). W niedzielę odpoczywaliśmy po męczącej sobocie na spacerze w parku w Białowieży. Wieczorem zwiedziliśmy Park dzikich zwierząt. Jasiek na Żubra mówi "Bób". Dużym przeżyciem dla malucha było spotkanie w 4 oczy z Wilkiem, który szczerzył na malca zęby. Jasio już wie jak został pożarty czerwony kapturek.... Wieczorem wracaliśmy do Wawy przepiękną trasą przez Kleszczele, Siemiatycze, Drohiczyn. Dzięki wszystkim za super wypoczynek. Do zoo.

2009.04.25 21:00 Pempkowe Julka

Ilościowo goście nie dopisali. (przynajmniej nie wielu pamiętam). Jedno jest pewne po ilości spożycia wnioskuję, że Julek będzie zdrowy jak ryba :)) Dzięki tym co dopisali - szczególnie Piterowi za to, że szedł ze mną "łeb w łeb" :)))

Mega rowerowy czwartek - 117km!!!

Cóż to była za piękna trasa - 117 km szutrowymi drogami i ubitymi ścieżkami! Przejechaliśmy wczoraj z Albertem trasą nad kanałkiem Żerańskim, Zegrze a potem prawie 50km wałem nad Narwią aż do Nowego Dworu. Wiosenna świeża zielona trawa, mgły nad bagnami i to zachodzące pomarańczowe słońce na wprost przed nami. Niesamowity, piekny wieczór na Mazowszu! Końcówka trasy prowadziła przez Wiersze, Palmiry, Sieraków. Ten odcinek podniosł nam adrenalinę, kiedy to w świetle lampek pędziliśmy ścieżkami leśnymi po Kampinosie. Zapraszam na rowerowe wypady i obiecuję, że trasa zawsze będzie dostosowana do chęci i możliwości najsłabszego ogniwa.

2009.04.08 22:35 Julek Majewski

Nowy mafej x-Ventures member!!!
2009.04.15
Wczoraj byliśmy pierwszy raz całą rodziną na spacerze! Wrażenia nie do opisania :)
2009.04.11 20:30
Familia w domu w komplecie!!! Jasio dostal od Julka mega ijaija wiec jest poki co zachwycony. Wszystkim spokojnych swiat zyczymy - Magmafeje!
2009.04.09 13:30
Po krótkiej nocy już o 7 byłem w szpitalu. Nie miałem szans pomóc, gdyż nie wolno nawet wejść do sali pooperacyjnej. Około 17 będzie druga próba stania na własnych nogach przez Magduśkę. Julek tymczasem je cyca i otrząsa się z szoku pourodzeniowego.... pewnie nie długo da w palnik :)
2009.04.09 02:10
Własnie przed chwilą wrociłem ze szpitala!!! Julek urodził sie przez cesarskie cięcie wczoraj wieczorem. Akcja porodowa zaczeła się o 19. Mały waży 3440gram i ma 55cm. Wygląda naprawdę doskonale :)Pozdrawiamy - szczęśliwi rodzice i brat Jasio




















2009.03/04 Wiosna na Mazowszu

W Oczekiwaniu na 4 osobnika w naszej rodzinie musieliśmy (chwilowo ;) ) ograniczyć dalsze voyage. Nie mniej jednak łaskawa pogoda w ostatnich dniach sprawiła, że było naprawdę wiele ciekawych rzeczy do zrobienia na Mazowszu. Już 3 razy byliśmy w ostatnim czasie w Olszance. Jasio bardzo polubił to miejsce. Wczoraj spotkał tam swoich starszych kuzynów-Impraza była na całego. W ostatnią sobote zaczeliśmy też z Jasiem wspólny sezon rowerowy. W niedzielę 5 kwietnia wraz z Gruszą i Arkiem otworzyliśmy na dobre sezon rowerowy objeżdżając 3/4 kampinosu. 111km w 80% po leśnych ścieżkach okazało się bardziej męczące niż sadziliśmy :).

2009.03.28 Iłża

Sobotnia wycieczka po puszczy Iłżeckiej była bardzo ciekawa. Piekna pogoda, spokojne tempo, wylegiwanie się na trawce :) na prawdę extra. W sumie 86km.

2009.03.21 Rowerowy sezon - start

Dłużej już czekać nie wypadało... Pomimo temperatury jeszcze bardziej zimowej niż wiosennej w sobote 4 śmiałków o 9:00 stawiło się na Moście Gdańskim. Plan - jedziemy na północny wschód. Początkowo znaną trasą kolejową a potem przez Słupno, Kobyłkę na poligon sulejowski. Na poligonie nowy kolega Wojtek sobie odpuścił więc zostało 3 zgrzańców - Sitar, Albert i Ja. Tempo było masakrystyczne (jak zwykle w tym trio) i nie schodziliśmy poniżej 30km/h :) Trasa prowadziła szutrówkami i małymi asfaltami. Jechało się naprwdę miło. Końcówka pod wiatr do Mińska ostudziła zapał szybkiego pedałowania. Ostatecznie po 110km dowlekliśmy się na dworzec i super luxusowym pociągiem Koleji Mazowieckich dotarliśmy do domu. Ponieważ sezon wystartował to zapraszam na jazdy w ciągu tygodnia - dużo spokojniej niż to co działo się w sobotę :). Najbliższa jazda planowana na środę. PS. Dla miłośników Karpia mam info. W ostatnią niedzielę startował w wyścigu rowerowym "Tour de Houston" na dystansie 70km. W sumie jechało 25000osób!!! Karp ukończył wyścig w czasie 2:15!!! Gratulacje!

26/27.02-8.3.2009 - Zermatt/Laax - Swiss


Marzenia się spełniają! Od lat spoglądałem na mapę okolic Matterhornu i myślałem o tym jak w rzeczywistości wyglądają tereny narciarskie tego światowego kurortu. Oczekiwania miałem naprawdę wysokie szczególnie, że cena skipassu była 30% wyższa niż najlepszych znanych mi miejsc. Teraz wiem już, że warto zagryść zęby i wybrać się do Zermatt. Nasza ekipa to sami narciarscy wyjadacze. Każdy z 11 osobowej grupy jeździ na nartach od małego i jest zdecydowanie ukierunkowany na białe szaleństwo a nie lamerowanie w knajpach. Tak też wyglądał cały wyjazd. Zawsze byliśmy pierwsi pod gondolką i zawsze ostatni schodziliśmy. Pierwsze dwa dni w Laax potwierdziły, że pod kątem free ride jest to super miejscówka. Niestety w weekendy jest tam dość tłoczno :(. W sobotę po nartach przejechaliśmy do Zermatt. Sam przyjazd to niezła udręka. Trzeba się użerać z ciężkimi plecakami lub słono płacić za taxi elektryczne. Ostatecznie o 23 byliśmy na lux kwaterze z widokiem na Matterhorn. Do wyciągu blisko bo tylko 200m. Od niedzieli rano rzezka. Pierwszy dzień pogoda słaba bo bedekt. Jeździliśmy na Sunnedze. Trzeba przyznać, że trasy bardzo wymagające. Pełno czarnych i czerwonych. Wszystkie schodzą ostro w dół. Większość dość wąskich, ale bez przesady. Drugiego dnia od rana świeciło słońce i już o 9:05 wysiedliśmy z kolejki linowej na najwyższym miejscu narciarskim w Europie - 3883m.n.p.m. Widok zapierał dech! Mega wypas. Czuliśmy się jak na dachu świata. Najpierw pokazaliśmy Szwajcarom bodycarve a później pojechaliśmy za śladami przewodnika pod samą ścianę Matterhorn. Super zjazd poza trasą był nieco niebezpieczny, ale śledziliśmy przewodnika więc spoko. Trzeci dzień to wyprawa do Cervinii. Włoska część jest niczego sobie. Super free ride i rewelacyjne trasy. Na raz udało nam się zjechać 15km trasą ze szczytu do Valturneche. Zaliczyliśmy też super zjazd pozatrasowy wąwozem o długości prawie 10km. Tego dnia ostro się najeździliśmy GPS pokazał o 17:30 107km!!! Czwartego dnia ostro wiało i mieliśmy problemy w jednej kolejce linowej w której spędziliśmy 1h. Było niebezpieczeństwo, że uderzy w słup ale wszystko się dobrze skończyło i jeździliśmy już bez przeszkód do wieczora. O 18:00 zaczął padać śnieg i tak sypało przez 40h non stop. 5 i 6 dzień to były pullver days! Padało mocno i śniegu przybywało. Szaleliśmy po lesie ze względu na 4 stopień zagrożenia lawinowego. Szóstego dnia nie zjechałem ani razu trasą :))) Ostatniego dnia czekała na nas niespodzianka - mega SUN po wielkich opadach - to był best ski day ever! 70cm puchu i pierwsze ślady gdzie byśmy tylko jechali! Super! Ostatnie 4 zjazdy z lodowca do Zermatt były najlepszymi zjazdami w życiu! 5km trasy w śniegu po kolana po odkrytym kotle następnie stromy żleb i na koniec lasek z urwiskami! Super. Będziemy pamiętać Zermatt na zawsze, ale na pewno kiedyś tam wrócimy! Dzięki za super wyjazd całej ekipie. Michałowi, Siorze, Mikołajowi, Jackowi, Krzyśkowi, Marcinowi, Michałowi Kocurowi, Gruszy, Albertowi. DO następnego - Mafej
Filmy z wyjazdu
FOTO Dawida i nasze Live

6-9.2.2009 - Oscadnica-Ticha dolina

Luksusowy był ostatni 3 dniowy weekend. Najpierw zawieziono mnie super Viankiem do wypasnych apartamentów na samym końcu Oscadnicy. Pierwszego dnia pogoda zupełnie wiosenna (+10C) więc zamiast jeździć na nartach wodnych poszliśmy na wycieczkę pieszą. 20km po górach czasami w śniegu za kolana było niezłym wysiłkiem. Wieczorem próbowaliśmy jeszcze na spacerze zrobić górskie ognicho ale się nie udało. W niedzielę rano obudził nas rzęsisty deszcz. Wtedy to już nawet ja się załamałem.... Trudno mi było zmotywować 6 osób jak sam w to nie wierzyłem, że we Vratnej nie pada. Jednak już o 8 rano jechaliśmy Viankiem 50km na południe. Jeszcze przed Terchova przestało padać i nawet pojawiło się słonko :). Na 1700m.n.p.m temperatura była koło 0 i całkiem sporo śniegu. Szymon zaliczył swoje pierwsze zjazdy na nartach - bardzo zdolny uczeń :). Ja z Albertem wybraliśmy sie na wiosenny free ride po wąwozach :) BYło super jak w maju na Kasprowym :). Wracając do Oscadnicy zdecydowanie się ochłodziło i od 17 sypał śnieg. Padało tak ostro, że już o 20 jeździliśmy na biegówkach! Lekko extremalne zjazdy po nocy trasami narciarskimi - czad! Obeszło się bez wywrotki! W poniedziałek już o 8:30 staliśmy pod gondolą na Laliki! 20cm świeżego puchu czekało na 1 narciarza. Tym razem wygraliśmy i zaliczyliśmy pierwszy ślad! YEA! Było tak mało ludzi, że praktycznie do 12 jeździliśmy po świeżym śniegu - to był idealny przedsmak Zermatt ;)). Dzięki wszystkim za udany wypad! Widzicie sami, że najważniejsza jest wiara i chęci :) DO zoo in Swiss! Mafej






1.2.2009 - Maraton narciarski - Kampinos

Nikt tego nie planował, nikt się nie przygotowywał.... tak poprostu wyszło ;) W niedzielę wybraliśmy się z Albertem i Gruszą na biegówki do Kampinosu. Chcieliśmy tylko sobie pojeździć a wyszło tak, że ledwo po nocy dowlekliśmy się do auta. Przejechaliśmy dystans maratonu czyli ponad 40km :). Momentami śniegu trochę brakowało, ale nam to nie przeszkadzało. W sumie biegówki idą po piachu i liściach jak złoto :) Nasza trasa : Dziekanów MZK-Palmiry-Wiersze-Roztoka-Ławska Góra-Palmiry-Pociecha-Dziekanów MZK (czas 6:20h z obiadem w Roztoce) Polecamy






16-18.01.2009 - Jęcznik

Penzion "Nad Saskiem" zostanie wkrótce oficjalnie otwarty. MY korzystaliśmy już z dobrodziejstw tego przesympatycznego miejsca. Pesjonat dysponuje 4 pokojami 2-3osobowymi. Pokoje są doskonale wyposażone. Do tego wyśmienite wyżywienie jakie przygotowuje specjalnie dla gości Pani Alicja. Do udanego wypoczynku oprócz miłej atmosfery potrzebna jest ciekawa okolica. Penzion położony jest nad samym jeziorem (dostęp bezpośredni) u podnóża lasów. Okolica jest rewelacyjna dla lubiących rower, konie czy narty. My wybraliśmy biegówki. Były super warunki i piękna pogoda. Pierwszego dnia pokonaliśmy 17km z Jasiem na saniach. Drugiego dnia zajeliśmy się pracami na brzegu jeziora, a po południu szybka przebieżka 13km. Dziękujemy Pani Alicji za super wypoczynek i doskonałe jedzenie. DO zobaczenia we 4 w maju :))Mafej, Jasio, Albert i Grusza

9-11.01.2009 - Kletno

Ostatni weekend spędziliśmy bardzo aktywnie. Wybraliśmy się zwartą grupą (Grusza, Albert, Kuba i Ja) na Czarną Górę. Plan był taki - poszaleć na nartach. Trzeba przyznać, że było naprawdę nieźle jak na Polskę. Od otwarcia do zamknięcia prawie bez przerwy śmigaliśmy po dobrze przygotowanych dwóch FIS - owskich trasach. Dzięki Albertowi za przewóz. Do zoo wkrótce.

27.12-4.1.2009 - Wetlina

W poprzednich latach nie udało nam się zorganizować wyjazdu sylwestrowego a szkoda. Jednak w tym roku odrobiliśmy straty :) Właśnie wrócilismy ze wspaniałego 9 dniowego wypadu z Wetliny. Mieszkaliśmy u przesympatycznego Staszka w rewelacyjnym domu z bali-Golcówka 103 w Wetlinie. Gospodarze gościli nas jak własną rodzinę. Pod samym domem zaczynały się trasy biegowe. Większość zrobiła też przynajmniej jedną wycieczkę na połoninę. Wieczorami robiliśmy wyścigi na sankach - Mr. Kris zazwyczaj zaliczał najbardziej spectakularne upadki. Jednego wieczoru z Gruszą wybraliśmy się na rower. Jazda na przęłęćz 8.6km pod górę o 21 wieczorem przy -12C dostarczyła sporo adrenaliny! Ogólnie pogoda dopisała było mroźno i słonecznie a śniegu nie brakowało. Jasio jak zwykle szalał - chyba musimy go ostrzej wychowywać bo nie długo wykończy nie tylko rodziców, ale i resztę towarzystwa....Sylwester z tańcami co prawda tylko do 3, był dopiero zapowiedzią doskonałej "Kobiecej" imprezy noworocznej....
Lista uczestników: 1) Justyna 2) Kris 3) Mona 4) Kuba 5) Albert 6) Magduska 7) Mafej 8) Malenka 9) Grusza 10) Asia Alberta 11) Miszna 12) Kamila Myślę, że za rok zorganizujemy podobny wyjazd :))
Galeria Foto Mafeja
Galeria Foto Mistera

Podsumowanie sezonu rowerowego 2008

Zapraszam do obejrzenia statystyk rowerowych z 2008 roku. Od dziś zerujemy liczniki :)))