Witamy wszystkich potencjalnie zainteresowanych wyprawą Pana Mafeja Sudety Cross.

 

Jako długoletnie , doświadczone współtowarzyszki podobnych wypraw rowerowych czujemy się zobowiązane do zareklamowania oferty i jednocześnie wyjaśnienia i sprostowania pewnych suchych danych zawartych na stronie naszego szacownego prezesa wyprawy.

 

1. Opis na pierwszej stronie jest kwiecisty i nie odbiegający od prawdy. Z tym, że organizator nie pochwalił się wam swoimi zdolnościami do organizacji wypraw ekstremalno-surviwalowych.

 

2. opis trasy: szutrowe drogi, łagodne zbocza, pagórki niespodziewanie przemienić mogą się w urwiska z rwącymi potokami, na których całkowicie zacierają się jakiekolwiek ślady po ścieżkach i szlakach – nie zapomnijcie o płetwach i kaloszach!

W kolejnych zdaniach górki osiągają już 700-800 metrów – uwaga chodzi o różnicę poziomów a nie o wysokość nad poziomem morza!

No i miałyśmy racjędownhillpierwszy zwiastun niepowtarzalnych doznań i przeżyć…nie ma jak podziwianie pięknej natury pędząc po bezdrożach skalistych, pionowych zboczach bez żadnej kontroli  z zamkniętymi ze strachu oczami.

Uśmiechów na naszych twarzach na pewno nie zabraknie szczególnie kiedy okaże się że wyciągi niestety nie działają w sezonie letnim J

Z pewnością znajdzie sie czas na czeski browar i vyprażany syro to z pewnością po trzech dniach odwodnienia i wycięczenia organizmu będzie jak balsam dla naszego ciała

Wyzwanie dla GPSa…oby sam się nie pogubił, sprzęty są zawodne a nogi mamy tylko dwie!

Map za bardzo nie studiujcie, organizator zwiastuje zmiany…najintensywniej pracuje nad tym zawsze będąc już w trasie…i może się okazać ze Sudety zostaną jedynie niewiele mówiącą Nazwą tej wyprawy.

 

3. Założenia: wybierając trasę którą cały czas da się jechać rowerem Pamiętacie Transkarpatie z zeszłego roku?….Organizator ma naprawdę duże doświadczenie rowerowe nie obce są mu różne nawierzchnie: szutr, łąka, gęsty las, piasek, błoto po pachy, skałki, potoki…no i zawsze się znajdą kocie łby na odcinku przynajmniej 10 km

planowanie codziennych przejazdów na tyle swobodnie, aby był czas na odpoczynek

ok. 600km - średnio 66km dziennie. Kruczek tkwi w malutkim niewinnym szczególiku „ok.” Dla spokoju ducha należy przyjąć 40% margines tolerancji…dystans raczej się nie zmniejszy a przy ewentualnym zastosowaniu „skrótów Mafejskiego” dzień może się okazać za krótki…a odpoczynek….lepiej odpoczywajcie już dziś

 

Ale doznania są naprawdę niezapomniane…

 

Sisters Klara i Betka

  strona główna